O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Mazury. Historia pewnego kościoła. Kościół św. Jana Chrzciciela w Tłokowie

Tak się składa, że na temat Polski i Mazur mam sporo do powiedzenia. A o dziwo, ja, fanka wszystkiego co Polskie, o Polsce jeszcze nic nie napisałam. Najwyższa pora to zmienić.

W naszym życiu wiele wydarzeń jest kwestią przypadku. Do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu dla pomysłowości przypadku i naszego (mojego i Bartka) spotkania na przystanku tramwajowym pod wydziałem psychologii. Czy tego, jak potoczyło się nasze późniejsze życie. Jako osoby zupełnie niezorganizowane, kilka lat po tym pamiętnym spotkaniu postanowiliśmy SAMI zorganizować ślub i wesele. Bez niczyjej pomocy, bo wiecie, tylko tak można uniknąć wtrącania. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie przygotowywali tej uroczystości w wielkim chaosie i dezorganizacji. Koniec końców, było cudownie, po naszemu, a wiele rzeczy, które wyszły zupełnie przypadkiem (jak na przykład tęcza w trakcie pierwszego tańca) idealnie się w całą uroczystość wpasowały. A o samych przygotowaniach więcej pisałam tutaj [KLIK].

Wróćmy jednak do przygotowań. Wymyśliliśmy sobie, że zrobimy wesele na Mazurach. Wtedy, przeszło dwa lata temu, Mazury były naszym miejscem na ziemi i nie wyobrażaliśmy sobie żadnej innej scenerii na tę okoliczność. Pozostając nieuważnymi na całą rodzicielską i dziadkową gadaninę, zarezerwowaliśmy jedyną dostępną i spełniającą nasze oczekiwania salę, załatwiliśmy inne pilne sprawy, jak zarezerwowanie fotografa i wybranie zespołu i zaczęliśmy odpoczywać. Wiecie, jak takim załatwianiem można się wymęczyć?

Mniej więcej w styczniu, na niecałe osiem miesięcy przed wielkim dniem, wybraliśmy się na Mazury. Zaznaczyliśmy wszystkie stare kościoły w promieniu 50 km od naszej sali i udaliśmy się na poszukiwania. 

Była sobota, większość kościołów mogliśmy oglądać tylko z zewnątrz, więc tak sobie jeździliśmy, to tu, to tam. Aż wjechaliśmy do Tłokowa, malutkiej wioski położonej obok Jezioran i zobaczyliśmy dwa najpiękniejsze kościoły na Warmii i Mazurach! Jeden z nich, położony dosłownie w środku pól, jak wyczytałam w Internecie, nosi nazwę sanktuarium i otwierany jest tylko raz w roku z okazji święta swego patrona, św. Rocha. Drugiego nie sposób nie zauważyć. Jego piękna czerwona ściana góruje nad całą wioską. Spodobał nam się. Wyczytałam w Internecie, że kościół należy do parafii w Jezioranach, także udaliśmy się do proboszcza.

Ten, chyba niewiele myśląc i pewnie mając nadzieję, że tak sobie tylko przyjechaliśmy, bez żadnego gadania zgodził się na nasz ślub kościele św. Jana Chrzciciela w Tłokowie. 

Powiedział, że właściwie możemy sobie wybrać, czy wolimy sanktuarium na polu, czy kościół w centrum wsi. Zapisał datę w notesie i wszystko było załatwione. Byliśmy nieźle zszokowani, kiedy właścicielka naszej weselnej sali powiedziała, że jeszcze nikomu z przyjezdnych nie udało się zorganizować tam ślubu! A później byliśmy zszokowani jeszcze bardziej, gdy Pani pełniąca funkcję kościelnego, powiedziała, że ostatni ślub został zorganizowany w tym kościele kilka lat wcześniej! Pani-kościelna ogólnie była zdziwiona naszym przyjazdem, ponieważ proboszcz nic jej nie wspomniał o tym, że zgodził się na nasz ślub. No cóż. Przypadek?

Musiałam mieć nieźle zamglony umysł, ale zupełnie nie przerażał mnie fakt, że nie widziałam kościoła w środku. Zdjęcia przedstawiające wnętrze kościoła były nie do znalezienia. Tak sobie z góry założyłam, że w dniu ślubu wszystko będzie pięknie, samo się takie stanie i nie muszę jakoś specjalnie oto zabiegać. No i właściwie, jakoś się udało.

Kościół zrobił na nas niesamowite wrażenie. Stare freski na ścianach, zapach czasu i sam fakt, że pochodzi z 1390 roku (o czym dowiedzieliśmy się w dniu ślubu). Muszę Wam powiedzieć, że o tak idealnym kościele na swój ślub nawet nie śniłam.

Kościół św. Jana Chrzciciela zbudowano w latach 1370-1390, a przebudowano na przełomie XV-XVI wieku. Jest to kościół o charakterze gotyckim, a jego główny, barokowy ołtarz pochodzi z 1698 roku. Drewniana wieża została dobudowana w XVIII wieku. Być może jest to jeden ze starszych kościołów na Warmii i Mazurach (lokalni historycy, proszę o potwierdzenie tej informacji :)). Kościół z pewnością wymaga remontu pod okiem konserwatora zabytków. Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł odnowienia go bez wcześniejszej konsultacji z konserwatorem. Z tego co wiem, jedna z zewnętrznych rynien została zamontowana na tarczy zegara słonecznego (jednego z niewielu tego typu zegarów na Warmii i Mazurach!). Szkoda byłoby, gdyby doszło do kolejnej tego typu wpadki…

Sam kościół można oglądać z zewnątrz o dowolnej porze dnia i nocy. Do środka można wejść jedynie podczas mszy, która odbywa się (podobno!) co dwa tygodnie. W celu zdobycia informacji na temat kościoła polecam kontaktować się z parafią św. Bartłomieja w Jezioranach lub z lokalsami, których na pewno znajdziecie w okolicy kościoła. Jeśli będziecie w okolicy, warto wybrać się do sanktuarium św. Rocha, które znajduje się jakieś 2 km od centrum wsi (jadąc od Jezioran trzeba skręcić w prawo, sanktuarium znajduje się dokładnie w środku niczego).

A Ty, znasz takie piękne miejsca w Polsce, o których już prawie nikt nie pamięta?

P.S. Wszystkie zdjęcia w tym poście zrobił wspaniały Taras Kovalchuk.

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!