O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Życie we Włoszech, czyli krótko o tym, co u mnie słychać?

Jak pewnie większość z Was wie, od prawie miesiąca (sic! jak ten czas szybko leci!) mieszkamy we Włoszech, a dokładnie w Toskanii.

Przez pierwsze trzy tygodnie narzekałam trochę na pogodę, ale myślę, że miałam prawo, bo było koszmarnie zimno, deszczowo i ponuro. Padało praktycznie każdego dnia, co uniemożliwiało nam korzystanie z uroków ogrodu i tarasu. Musieliśmy siedzieć w swoim mieszkaniu, które, jak większość włoskich domów, jest ciemne i zimne, bo przecież trzeba się chronić przed upałami (które, mam nadzieję, w końcu kiedyś tutaj dotrą!). Po trzech tygodniach bardzo spontanicznie zadecydowaliśmy się na tygodniowe wakacje w Polsce. Cały powód wyprawy to póki co tajemnica, jak wszystko się uda, to na pewno powiem Wam o co chodziło :). Tydzień w Polsce był tak napakowany aktywnościami, że wyjeżdżając, miałam wrażenie, jakbyśmy spędzili tam conajmniej miesiąc. Dawno nie przeżyłam tak intensywnego okresu w swoim życiu. Jeszcze dziwniej czułam się wracając do naszego włoskiego mieszkania. Miałam wrażenie, że wracam do domu, który w istocie przecież nim nie jest :). Bo to tylko wynajęte mieszkanie, w którym będziemy mieszkać jeszcze zaledwie miesiąc, może ciut ponad. 

Ale dlaczego właściwie wylądowaliśmy we Włoszech? 

Odkąd wróciliśmy z podróży „dookoła świata”, która dość nieplanowo skończyła się w Indiach, długo zastanawialiśmy się, co zrobić ze sobą dalej. Zgodnie ze wstępnym planem mieliśmy wrócić do podróżowania, jak tylko z moim kręgosłupem będzie lepiej. Nie spodziewaliśmy się jednak, że moja rekonwalescencja będzie trwała tak długo (na początku myśleliśmy, że zajmie maksymalnie miesiąc, a ostatecznie zajęła sześć!). Prawda jest też taka, że ani ja, ani Bartek, nie mieliśmy już ochoty na tułaczkę. Podróż bardzo nas wymęczyła, szczególnie ostatnie jej miesiące, które spędziliśmy w Indiach. Byliśmy przytłoczeni ogromem złych doświadczeń, które nas tam spotkały i jakoś nie wyobrażaliśmy sobie spakować plecaki i po prostu kontynuować bycie w drodze.

Może kiedyś jeszcze przyjdzie czas na tułaczkę i na zakończenie tej podróży, którą rozpoczęliśmy dawno temu. Na długo przed tym, jak spakowaliśmy plecaki. Może wrócimy na Goa, wynajmiemy ten sam motocykl, dojedziemy do Kerali i popłyniemy dalej, przed siebie, zgodnie z wcześniej wytyczonym planem, czyli… bez planu. 

Ale nie teraz. Teraz wracamy do siebie. Mam wrażenie, że wciąż, pomimo, że minęło już tak dużo czasu, dochodzimy do siebie. Wychodzimy ze swoich dołków, niespełnionych oczekiwań i godzimy się z tym, że życie już takie jest. Toczy się samo. Jasne, możemy wytyczać swoje ścieżki i próbować żyć po swojemu, ale na wiele wydarzeń nie mamy żadnego wpływu. Postanowiliśmy poświęcić aktualny czas, kiedy nie mamy zbyt wielu zobowiązań, dzieci, które ograniczają i innych, mniej lub bardziej utrudniających beztroskę spraw, na spełnianie marzeń. Chcemy pomieszkać w różnych fajnych miejscach i zajmować się wykreślaniem podpunktów z naszej listy rzeczy do zrobienia przed 30. I właśnie to robimy :).

Jednym z marzeń do spełnienia było mieszkanie we Włoszech

Już teraz wiem, że dwa miesiące, które przeznaczyliśmy na Włochy to mało i napewno pozostanie we mnie niedosyt. Szczególnie, że czas, który tutaj spędzamy to nie tylko odpoczynek, zwiedzanie i rozkoszowanie się miejscem. Zwyczajnie tutaj mieszkamy, pracujemy, gotujemy obiady, więc czasu na odwiedzanie okolicznych miejscowości i podziwianie słonecznej Italii jest naprawdę niewiele. Z drugiej strony, w spełnianiu marzeń nie chodzi przecież o to, aby je spełnić i mieć święty spokój. Każde spełnione marzenie to dla mnie apetyt na więcej.

Życie we Włoszech. Jak mieszka się we Włoszech?

Właściwie we Włoszech mieszka się tak samo, jak gdziekolwiek indziej. Bo wiesz, zmiana lokalizacji naprawdę niewiele zmienia. Jasne, we Włoszech jest smaczniej, pomidory, nawet te z supermarketu, pachną niesamowicie intensywnie, a ser pecorino smakuje wybornie. Otoczenie, język, przyroda to wszystko jest inne, niż w Polsce, ale poza tym? Poza tym nawet w słonecznej Italii (a napewno deszczowej) człowieka dopadają te same problemy, co w innych miejscach. Podróże i przeprowadzki to nigdy nie był i nie będzie idealny, magiczny sposób na sprawienie, że nasze życie już zawsze będzie kolorowe. I nawet, jeśli zdjęcia na Instagramie mówią Ci coś innego, nie daj się oszukać :). Życie to życie. Jeśli nie uporasz się ze swoimi problemami wewnętrznie, to one zawsze Cię dopadną. Nawet na końcu świata :). 

Ale teraz czysto praktycznie. Jak mieszka się we Włoszech? 

Pomidorowo – to moja ulubiona część mieszkania w Italii. Opycham się pomidorami koktajlowymi, psikam się perfumami o tym samym zapachu i jestem takim malutkim pomidorem, w ciele człowieka 🙂

Upojnie – bo jak można mieszkać we Włoszech i nie pić dużych ilości wina? Nie da się 🙂 znaleźliśmy swoją metę, gdzie możemy kupić dobre, domowe wino i się nim upajamy. Szklaneczka do obiadu, szklaneczka do kolacji. Już wcale nie dziwi mnie włoska sjesta. Po szklance wina do obiadu sama muszę uciąć sobie krótką drzemkę 🙂

Smacznie – od lat zastanawiam się, jak to możliwe, że we Włoszech jedzenie jest tak apetyczne? Sery, wędliny, oliwki, oliwy, makarony, to wszystko jest taaaaak pyszne. Włoska kuchnia zachwyca mnie swoją intensywnością i prostotą. Mam wrażenie, że filozofią włoskich kucharzy jest wydobyć jak najwięcej smaku z jak najmniejszej ilości składników. I szczerze mówiąc, świetnie im to wychodzi. 

Sielankowo – nie wiem, jak mieszka się w innych częściach Włoch, ale spokojnie mogę napisać, że mieszkanie w Toskanii to totalna sielanka. Mieszkamy na wsi, w domu z pięknym ogrodem i dwoma psami, do gajów oliwnych mamy jakieś pięć minut drogi, a cała okolica to setki uroczych miasteczek położonych na wzgórzach. Jak może nie być sielankowo? 

Intensywnie – to plus (a może minus?) przeprowadzania się do różnych miejsc na krótkie okresy czasu. Próbujemy wycisnąć czas spędzany w konkretnym miejscu jak cytrynę. Połączyć pracę ze zwiedzaniem, przeżywaniem… Chcemy zobaczyć, spróbować i przeżyć, jak najwięcej się da. W efekcie często jesteśmy nieźle wykończeni. Szczególnie, kiedy postanowimy w ramach przeżywania wybrać się na rowerową wycieczkę. Tutejsze drogi to opcja dla totalnych zapaleńców. Takich przewyższeń nie było nawet w Pamirze! 

Samotnie – no cóż. To cena, jaką płacimy za ciągłe bycie w drodze, przeprowadzki i spełnianie marzeń. Internet to fajne medium, które niewątpliwie ułatwia utrzymanie przyjaźni na odległość, ale nie jest w stanie zastąpić spotkań na żywo. Czasem chciałoby się po prostu wyjść na piwo, spędzić czas z kimś innym, niż mąż. Kiedy jest się trochę introwertykiem, trudno nawiązywać nowe znajomości, szczególnie z ludźmi, którzy mówią w zupełnie innym języku. 

Spełnianie marzeń to fajna sprawa. Ma swoje minusy, ale przecież wszystko w życiu ma dobre i złe strony. Piszę o tym wszystkim, aby dać Ci znać, że fajnie jest próbować i nie narzucać na siebie zbędnych ograniczeń, chociaż nie zawsze jest tak, że spełnione marzenia dają radość. Ale chyba zgodzisz się ze mną, że lepiej spróbować tego na własnej skórze, niż stać w miejscu i zastanawiać się, jakby to było, gdyby… Daj koniecznie znać, jak jest ze spełnianiem marzeń u Ciebie! 

życie we Włoszech

Będę też ogromnie wdzięczna, jeśli podasz ten wpis dalej. Muszę Ci powiedzieć, że ostatnie cięcia zasięgów na FB trochę podcięły mi skrzydła. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, jaki jest sens pisania, jeśli nikt nawet nie może zobaczyć, że coś nowego napisałam, a co dopiero mówić o przeczytaniu… Dlatego, jeśli Ci się podobało, podaj wpis dalej komuś, komu może się on spodobać :).

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Kasia | Na Walizkach

    „Już teraz wiem, że dwa miesiące, które przeznaczyliśmy na Włochy to mało i napewno pozostanie we mnie niedosyt.” – po roku w Sztokholmie dalej mi mało! Dlatego jak rozmawiałyśmy „o mieszkaniu wszędzie” nie byłam pewna czy tak się da (albo czy ja bym tak umiała). Pewnie są miejsca, gdzie 2 tygodnie mieszkania by mi wystarczyły, ale są też takie, gdzie kilka miesięcy to za mało by dobrze poczuć i zrozumieć dany klimat. Mimo wszystko, chyba i tak robicie najlepsze co można w takiej sytuacji 🙂

    Przyznam, że my w tym roku coś zwolniliśmy z wyjazdami, bo bycie tutaj wciąż tak nam wypełnia czas, że aż się nie chce nigdzie jechać 😉 A samotność to coś, co każdy emigrant/podróżnik dobrze zna…

    • Z jednej strony dwa miesiące to mało i będę czuła niedosyt, ale nie wiem, czy umiałabym zostać tutaj na dłużej za jednym razem. Wrócić pewnie będę chciała (jak wszędzie zresztą), ale wiem, że lubię odmianę i zwykle mi dobrze, jak coś w swoim życiu pozmieniam. No i mieszkamy teraz na wsi, a to na dłuższą metę mi jednak nie służy (chociaż przez całe życie myślałam, że chcę mieszkać na wsi!), szczególnie, jeśli nie czuję się zbyt dobrze w prowadzeniu samochodu w danym kraju (a tak jest właśnie we Włoszech). Tęsknię za miastem, za kulturą. Więc gdybym została we Włoszech na dłużej to chyba przeniosłabym się do miasta.

      No i te dwa miesiące to taki nasz kompromis. Nie chcemy przemieszczać się np. co tydzień, a z drugiej strony mamy tak dużo miejsc na liście do zobaczenia… Jakoś to trzeba było ugryźć 😀 Chociaż nie wykluczamy zmian w przyszłości…

      A co do samotności… Ostatnio sporo zastanawiałam się nad kwestią samotności w podróży. Miałam sporo wątpliwości i zastanawiałam się, czy warto dla podróży poświęcać znajomości, przyjaźnie… To trudny temat, który zawsze gdzieś tam mi świta w głowie. Już nawet nie chodzi tylko o odległość, ale też o to, jak zmieniamy się na przestrzeni czasu, jak odmieniają nas kolejne wyjazdy i przepaść między nami, a ludźmi, którzy zostali na miejscu rośnie.

      • Kasia | Na Walizkach

        Pytanie w drugą stronę, czy dla tych znajomości i przyjaźni warto poświęcać radość życia? Być może my (lub oni) zmienilibyśmy się mimo wszystko, a niektóre relacje i tak by się rozpadły?
        Nie wiem jak w przypadku Twoich rodziców, ale ja np. pamiętam z dzieciństwa ludzi, z którymi moi rodzice chodzili do liceum albo na studia. Obecnie, prawie ich nie ma w ich życiu – okazjonalny telefon z życzeniami etc. Ich drogi po prostu się rozeszły – nikt z 40-tką czy 50-tką na karku nie jest tym samym człowiekiem, kiedy miał lat 20.

        My jeszcze nie doświadczyliśmy utraty dobrej znajomości czy przyjaźni z powodu naszego wyjazdu, choć też widzę jak nas Szwecja zmieniła. Zobaczymy co będzie dalej.

        • Chyba masz rację, ludzie zawsze się zmieniają, niezależnie, czy przez podróż, czy przez coś innego, a razem z nimi ich znajomości. To pewnie normalnie. W przypadku moich rodziców było tak samo.

          Czasem szkoda, ale z drugiej strony… to przecież świadczy o naszym rozwoju. Nie chciałabym stać w miejscu tylko po to, aby utrzymać jakąś znajomość.

  • Świetnie się Ciebie czyta. Połknęłam cały artykuł jednym tchem.
    Czuj się rozgrzeszona w kwestii narzekania na złą pogodę 😉 W końcu wyprowadzając się do Włoch nie przygotowywałaś się na iście angielską pogodę 😉 😉 😉
    Piękne miejsce, piękni ludzie.
    P.S dużo zdrówka i by kręgosłup Ci już nie dokuczał! 🙂

    • Ha, czuję się rozgrzeszona! Gdybym chciała deszczu, przeprowadziłabym się do Anglii, o! 🙂 🙂 🙂

      Dziękuję za miłe słowa! Pozdrowionka!

  • Bardzo fajna przestrzeń w sieci, chętnie zajrzę do Ciebie częściej! 🙂
    Cudowna sprawa z mieszkaniem we Włoszech! My z mężem byliśmy zaledwie w 2-tygodniowej podróży po słonecznej Italii, ale pamiętam to wszystko o czym piszesz… głównie smaki! 🙂

    Ciekawa jestem jak Wy organizujecie swoje życie pod kątem pragmatycznym – zarobkowym. Pracujecie zdalnie będąc w podróży czy może łapiecie jakieś prace na miejscu?

    Pozdrawiam ciepło! 🙂

    P.S. Jeśli o spełnianie marzeń chodzi to u mnie pełną parą od około 1,5 roku. Napisanie i wydanie książki – checked. Pisanie bloga – od roku w toku. Prowadzenie własnej działalności coachingowej z pasją i misją – w toku 🙂 Wyjazd z mężem na podróż to Tajlandii – w planach na przyszły rok zimą.

    • Hej Magda,

      Mówię Ci cześć i zapraszam do zostania na dłużej 🙂

      Jeśli chodzi o organizację, przez 8-9 miesięcy byliśmy w podróży po Azji, wtedy żyliśmy z oszczędności :), z podróży musieliśmy wrócić dużo wcześniej, niż zakładaliśmy, z powodu mojego wypadku (upadłam na zajęciach jogi i miałam kontuzję kręgosłupa, pisałam więcej na ten temat w tym poście https://travelslow.pl/chorowanie-podrozy-wlasciwie-wyglada/), mieliśmy wrócić do podróżowania, ale moja rekonwalescencja przeciągnęła się z planowanego miesiąca na prawie pół roku (!) i postanowiliśmy spróbować trochę innego życia 🙂 więc teraz praca zdalna i plątanie się po różnych miejscach. Mój mąż pracuje jako programista, a ja jestem w trakcie przebranżawiania, tak, aby móc pracować w pełni zdalnie – zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂

      Pozdrawiam!

      P.S. Napisanie i wydanie książki – muszę tego kiedyś spróbować 😀 Fajnie, że masz taką listę marzeń i je realizujesz! Trzymam kciuki za Tajlandię zimą <3

  • Emilia Szyszkowska

    Włoskie życie zawsze będzie się kojarzyło z sielanką i mocno słoneczną energią w sercach Włochów 😉 Bardzo przyjemny wpis, bo życiowy i pokazujący jak jest naprawdę. Tak jak napisałaś – wszędzie będzie tak samo jeśli nie poukładasz siebie wewnątrz bo każdy z czymś się próbuje uporać 🙂
    Baaardzo mi się marzy przejazd autkiem po Toskanii i zwiedzeniu tych zakamarków małych wiosek 🙂
    Przesyłam ogrom pozytywnej energii i życzę powodzenia na dalszych szlakach 🙂

    • Bardzo mocno trzymam kciuki za spełnienie tego marzenia, bo myślę, że warto 🙂 Tylko nie wybieraj sierpnia, wtedy są tu tłumy turystów, co tylko niepotrzebnie odbiera przyjemność rozkoszowania się miejscem 🙂
      Pozdrawiam!