O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Pamir Highway na rowerze. Informacje praktyczne

Kiedy piszę ten post, Pamir Highway już za nami, a ja wciąż w to nie wierzę. Nie wierzę w ten czas, który tak szybko leci i w to, że udało mi się to zrobić! Przejechałam Pamir Highway na rowerze! Wiem, że ciągle o tym trąbię na lewo i prawo, ale to dla mnie naprawdę ogromne osiągnięcie, z którego jestem po prostu dumna. EDIT: Zabawne, że pisząc te słowa na początku września, na kilka dni przed wyjazdem do Indii, nie mam zielonego pojęcia, że już 3 miesiące później będę z powrotem w Polsce.

Każdego dnia pokonując kilkadziesiąt kilometrów na rowerze nie mogłam uwierzyć w to, że w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy będę mogła bezkarnie wylegiwać się w łóżku i słuchać Trójki. A jednak ten moment nadszedł i nawet trochę mi tęskno do tych rowerowych chwil. Do tego nieustającego zmęczenia, gorąca, obolałego tyłka… no dobra, przede wszystkim to tęskno mi do widoków :).

Pamir Highway na rowerze
Pamir Highway na rowerze

A widoki były KOSMICZNE, co tu dużo mówić. Każdego dnia czułam, jakbym przypadkiem wylądowała na Marsie, nie w Tadżykistanie. Tadżykistan i rowerowa przygoda to jeden z naszych TOPów w tej podróży.

Do Tadżykistanu dotarliśmy z Kirgistanu, przez jedyne otwarte dla obcokrajowców przejście graniczne, położone między kirgiskim Sary-Tasz, a tadżyckim Kara-kul. Kirgiską i tadżycką granicę dzieli jakieś 20 km ziemi niczyjej, w skład której wchodzi przełęcz położona na ponad 4 tysiącach metrów, ale bez problemu można tam rozbić namiot. My tak zrobiliśmy. Pokonanie przełęczy na samym początku rowerowej przygody nie było dla nas łatwym zadaniem. Zresztą, takie przełęcze pokonywaliśmy cztery i żadna z nich nie była dla nas bułką z masłem. Nieraz pojawiały się łzy, przekleństwa i totalne zwątpienie w swoje siły.

Każdy dzień był walką

Walką z wiatrem, z piaskiem, z zatruciem pokarmowym (które w Azji Centralnej towarzyszy WSZYSTKIM, a na rowerze utrudnia życie jakby jeszcze bardziej), z kamieniami, no i z rowerami. Wieczorami nie chciałam iść spać, bo wiedziałam, co czeka mnie rano. Porządek był zawsze ten sam: pakowanie sakw, gotowanie śniadania, składanie namiotu, rozciąganie, pakowanie rowerów, zakładanie super obcisłych gaci z pieluchą i na rower… Właściwie te poranki były najtrudniejsze. Każdego dnia zastanawialiśmy się, jak to się dzieje, że na zegarku jest 9:00, my jesteśmy w powijakach, a obok nas przejeżdżają dawno już spakowani i uśmiechnięci rowerzyści… Dopiero pod koniec naszej rowerowej przygody udawało nam się startować wcześniej niż o 11.

Wiecie, to ciekawe, ale w naszej podróży najbardziej podobało nam się na koniach w Mongolii, co opisywałam tutajtutaj i właśnie w Pamirze (EDIT: no i jeszcze w Himalajach!). Czyli w miejscach, z którymi wiązała się nie tylko aktywność, ale też sprawdzanie i przekraczanie własnych możliwości. Tak chyba już jest, że wszystko, co przychodzi nam łatwo jest fajne, miłe, sympatyczne, ale później wspominamy i cieszymy się z tych rzeczy, czy odwiedzonych miejsc, na które musieliśmy ciężko zapracować.

Pamir Highway na rowerze
Pamir Highway na rowerze

Pamir Highway. Informacje praktyczne

Gdzie spać? 

Najpopularniejszym noclegiem w Pamirze są homestaye. Śpisz u kogoś w domu, ale masz swój pokój, czasem z oddzielnym wejściem. W cenę zwykle wliczone jest śniadanie, kolacja i bania, ale koniecznie o to dopytaj. No i targuj! My zwykle płaciliśmy mniej, niż spotykani po drodze Niemcy, czy Anglicy. W Murgabie polecamy nocleg w Guesthouse Erali. Bardzo miła gospodyni, pyszne jedzenie, świetna bania, dostępna każdego dnia pobytu (to nie jest oczywiste, zwykle przysługuje jedna kąpiel na pobyt!). Miejscowości w Pamirze jednak nie ma zbyt wiele, dlatego głównym miejscem noclegowym pozostaje namiot. Możesz go rozstawić właściwie wszędzie. Spotkaliśmy wielu rowerzystów, którzy spali tuż przy drodze. My woleliśmy rozbijać się w bardziej ustronnych miejscach. Co prawda, ruch w Pamirze jest niewielki, ale my nie lubimy budzić się rano mając nad sobą gapiących się na wszystko pasterzy. Znalezienie ustronnego miejsca czasami zajmowało nam chwilę, bywało, że musieliśmy przejechać dodatkowe 10km, ale zawsze się udawało. Dla bezpieczeństwa rowery zawsze spinaliśmy ze sobą, przyczepialiśmy ekspanderem do namiotu i przykrywaliśmy przeciwdeszczową płachtą.

Jak jest z wodą?

Tak się złożyło, że nasz filtr do wody popsuł się w Mongolii i pomimo rozmów z producentem i obietnic, że dostaniemy nowy w Chinach, nic takiego się nie wydarzyło. Byliśmy tym faktem lekko przerażeni, bo wiedzieliśmy, że Kirgistan i Tadżykistan to miejsca, gdzie może być ciężko z wodą. Nasi znajomi kupili nam nowy filtr i podali Polakom, którzy ładą nivą zamierzali przejechać Azję Centralną. Jednak filtr miał do nas dotrzeć dopiero kilka tygodni później. No i daliśmy radę! Ale łatwo nie było. Sklepów na trasie było niewiele, zwykle prosiliśmy o wodę w jurtach, które stały gdzieś przy drodze. Skąd gospodarze mieli wodę? Pewnie z rzeki, z której sami wody byśmy nie wzięli, bo nie wyglądała najlepiej… Ale od nich piliśmy. Woziliśmy ze sobą pokaźną ilość butelek, więc mieliśmy zapas wody na jeden dzień. Był to dodatkowy bagaż, ale nie mieliśmy wielkiego wyboru. Najgorzej było, gdy z powodu mojego zatrucia nie byliśmy w stanie jechać dalej i nie udało nam się znaleźć żadnego strumyka, musieliśmy rozbić namiot gdziekolwiek. Mieliśmy jakieś dwa litry wody, które musiały nam wystarczyć na zrobienie kolacji, picie w nocy, śniadanie (ryż i owsianka niestety nie dają się zjeść na sucho) i przejechanie kilkudziesięciu kilometrów. Daliśmy radę, ale łatwo nie było.

Co jeść?

Wszystko :). Chociaż w Azji Centralnej zatrucia pokarmowe są standardem, my raczej nie unikaliśmy lokalnego jedzenia. Zwykle byliśmy tak bardzo głodni, że po prostu jedliśmy to, co było. Czasem kończyło się niestrawnością, ale ogólnie nie było z nami bardzo źle. Spotykaliśmy rowerzystów, którzy przez cały Tadżykistan i Kirgistan gotowali sobie sami, bojąc się zatrucia, ale nam wydawało się to niemożliwe. Po dwóch, czy trzech dniach jedzenia biwakowych obiadów, nie byliśmy w stanie przejść obojętnie obok kawałka mięsa, czy lokalnej zupy. Zresztą, raz zatrułam się jajecznicą z pomidorami, którą zrobiliśmy sobie sami, także biwakowe jedzenie też nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Jadąc do Tadżykistanu zrobiliśmy ogromne zakupy spożywcze w Kirgiskim Osz, nie wiedząc co zastaniemy za granicą. Kupiliśmy kilka kilogramów ryżu, płatków owsianych i kaszy, zrobiliśmy spory zapas snickersów i owoców suszonych. Oczywiście, wszystkiego kupiliśmy za dużo. Bartek, wspominając swoją rowerową wyprawę do Skandynawii, chciał mieć ze sobą ogromne ilości jedzenia. Szkoda, bo nie dosyć, że musieliśmy wieźć dodatkowe kilogramy, część rzeczy po prostu się zmarnowała. Po drodze możesz uzupełnić zapasy w kilku miejscowościach, chociaż nie spodziewaj się zbyt wiele. Sklepy są ubogo wyposażone, a na bazarach trudno znaleźć coś poza arbuzem i ziemniakami. Czasami problemem jest kupienie wody butelkowej (szczególnie w Korytarzu Wachańskim), ale zwykle zamiast tego można dostać oranżadę lub sok.

Ile czasu zajmuje przejechanie Pamir Highway? 

Nam przejechanie Pamiru i Korytarza Wachańskiego zajęło ponad 3 tygodnie. Po drodze robiliśmy sobie kilka przerw, nie chcieliśmy każdego dnia siedzieć na siodełku. Początki mieliśmy trudne, przejeżdżaliśmy 20km dziennie. Było ostro pod górkę, rowery mieliśmy ciężkie, a i kondycję nie taką, jakbyśmy chcieli. Jednak z każdym dniem było lepiej. Jeśli nie jesteś zapalonym rowerzystą, możesz założyć, że te 3 tygodnie Ci wystarczą.

To się może przydać

  • Wizę do Tadżykistanu możesz wyrobić przez internet.
  • Podobno kupienie lokalnej, tadżyckiej sim karty stanowi problem, jeśli nie jest się obywatelem Tadżykistanu. Są to jednak informacje niepotwierdzone, my dostaliśmy swoją kartę od turysty wyjeżdżającego z Tadżykistanu.
  • W Tadżykistanie i Kirgistanie kupienie rowerowych części, czy opon jest prawie niemożliwe.
  • Internet w Pamirze właściwie nie istnieje, a o wifi w takich miejscowościach jak Kara-kol możesz zupełnie zapomnieć.
  • Sklepy w Pamirze są średnio zaopatrzone, czasami problematyczne jest kupienie butelkowej wody.
  • Ulubionym zajęciem Tadżyckich i Kirgiskich dzieci jest stanie na ulicy, wołanie HELLOU i przybijanie piątek z każdym przejeżdżającym turystą (po dwudziestej w ciągu jednej godziny można oszaleć).
  • Popularnym przywitaniem jest Salam Alekhum.

Ile to kosztuje?

  • nocleg – od 20 do 50zł za osobę
  • obiad w restauracji (2 dania, lepioszka, herbata) – od 10 do 20 zł za osobę
  • lepioszka – 1zł
  • cały arbuz – od 5 do 6zł
  • woda niegazowana 1l – od 2 do 3zł
  • mleko 1l – 2zł
  • baton bounty – 1zł60gr
  • baton kitkat – 2zł
Pamir Highway na rowerze
Kiedy piszę ten post, Pamir Highway już za nami, a ja wciąż w to nie wierzę. Nie wierzę w ten czas, który tak szybko leci i w to, że udało mi się to zrobić! Przejechałam Pamir Highway na rowerze...
Pamir Highway na rowerze

Oj, długo zbierałam się do opublikowania tego posta. Wiesz, że napisałam go na początku września? A teraz mamy koniec lutego… No nieźle :). Jest to pierwszy wpis o naszej przeprawie przez Pamir, ale będzie ich z pewnością więcej. Jeśli są kwestie, które szczególnie Cię interesują, daj znać! 

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!