O powolnym podróżowaniu przez życie

Za oknem wichura. 

Wiatr nie daje o sobie zapomnieć nawet na sekundę. Hula, włazi we wszelkie możliwe zakamarki. Przeciska się przez okienne dziury, pod drzwiami i przez łazienkowe odpływy powietrza. Ostatnim razem urwał zewnętrzny termometr i narobił harmidru w łazience. Co zrobi teraz? Tylko czekam na jakieś przeboje w jego wykonaniu.

Osobiście wiatru nie znoszę. Tak się składa, że od zawsze się nie lubimy. Może dlatego, że zamiast uśmiechu i optymizmu przynosi mi zmienne nastroje, bóle głowy… ogólnie wywraca życie do góry nogami. A ja jestem człowiekiem spokojnym i nie lubię, jak mi coś hula za oknem. Szczególnie coś, na co nie mam specjalnego wpływu.

Wiatr mnie przeraża. Namawia do tego, by zaszyć się pod kołdrą z gorącą herbatką, niekończącą się ilością przekąsek i książką. I tak tam zostać. Na wieki.

I kiedy tak siedzę w naszym chwilowym mieszkanku, które niewątpliwie pokochałam i już popłakuję na myśl o wyprowadzce… Kiedy tak siedzę i słucham tej wichury za oknem. Tego dudnienia, świstania, szurania… Kiedy boli mnie głowa i sama nie wiem, czy mam śmiać się, czy płakać i robię jedno i drugie jednocześnie… To wiecie. Jestem szczęśliwa. Bo ten wiatr, ten nieznośny wiatr jest dowodem na to, że właśnie spełnia się moje marzenie. Mieszkam nad morzem. Patrzę na nie codziennie i tylko utwierdzam się w przekonaniu, jak bardzo je kocham. I chociaż tym razem zostaniemy tutaj na zaplanowane 2 miesiące, to ja już wiem, że będą z całych sił dążyć do tego, aby to Bałtyk był bazą wypadową do naszych podróży w przyszłości… A teraz… No cóż… Trzeba spełniać inne marzenia z listy, bo jest ich co niemiara. Chociaż trochę chciałoby się zostać tutaj na zawsze…

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!