Podróżuj powoli ze Słomką i Bartkiem
 

Wąwóz Skaczącego Tygrysa

Wąwóz Skaczącego Tygrysa był jednym z naszych TOP 3 w Chinach.

Na liście miejsc do zobaczenia znajdował się tuż obok Yangshuo i tarasów ryżowych. Przecież najbardziej znana ścieżka trekkingowa w Chinach, opisywana przez tylu podróżników jako piękne, wolne od chińczyków miejsce, nie mogła nas rozczarować?

Mając doświadczenie z innych parków narodowych w Chinach, spodziewaliśmy się widoku lekko zmąconego ręką człowieka. Chińczycy uwielbiają idealne, drewniane ścieżki w środku lasu, kosze na śmieci na każdym kroku i budki, w których można kupić butelki z tlenem (nie wiadomo komu potrzebnym na wysokości 1500 m n.p.m.).

Zacznijmy jednak od początku.

Do miejsca, z którego rozpoczyna się górny szlak dotarliśmy około południa, więc jasne było, że całego wąwozu jednego dnia nie przejdziemy. Po 4 godzinach marszu zatrzymaliśmy się w Tea Horse Guesthous’ie. Jak się później miało okazać, hostelu z najładniejszym widokiem w całym wąwozie! Kolejnego dnia, po europejskim śniadanku (jupi!) wyruszyliśmy dalej. Około 3 godzin zajęło nam zejście w okolice Tina’s Guesthouse, a stamtąd poszliśmy podziwiać Wąwóz Skaczącego Tygrysa z dołu. Dolną ścieżką chcieliśmy dojść do Sean’s Guesthouse, gdzie czekały na nas nasze plecaki zostawione dzień wcześniej w biurze z biletami.

Góry oczywiście zrobiły swoje. Nie sposób odebrać im majestatu. Piękne, ogromne, skaliste, sprawiały, że nie mogliśmy oderwać od nich wzroku. Zresztą, nawet nie było to możliwe. Ich wielka masa wkradała się każdym „kątem” oka.

wąwóz skaczącego tygrysa

Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że człowiek jest w stanie zamieszać w tak wspaniałym miejscu. Swoim działaniem sprawić, że majestatyczność i urok gór przestają wystarczać.

Na początku szlaku, przez jakieś dwie godziny, towarzyszył nam widok na kopalnię i dźwięk z niej dochodzący. Przyznajcie sami, mało zachęcające widoki, jak na miejsce, po którym spodziewasz się naprawdę wiele? Myśleliśmy o tym, żeby się nie zniechęcać, bo to dopiero początek drogi. Jednak kopalnia zamieniła się w liczne słupy energetyczne i wątpliwej urody rury przebiegające przez środek ścieżki. Później podziwialiśmy jeszcze „fabrykę” wapna. Serio, zapłaciłam za wejściówkę do tego niby „parku” 60 juanów? Przepraszam, ale za co? Za słuchanie dźwięków koparki? A może za selfika z zardzewiałą rurą?

Kiedy kolejnego dnia zeszliśmy na dół podziwiać ogrom rzeki płynącej wąwozem, okazało się, że płacić musimy jeszcze kilkakrotnie. Ścieżki wzdłuż rzeki zostały zrobione przez lokalne rodziny, bez finansowego wsparcia rządu, dlatego za poszczególne jej fragmenty płaci się po 15 juanów od osoby. Dolna ścieżka jest naprawdę ciekawa i poza tym, że trzeba dodatkowo płacić, nie można powiedzieć o niej nic złego. Dzięki usytuowaniu tego fragmentu wąwozu, trudno tam cokolwiek zdziałać. Pewnie tylko z tego powodu nie ma tam jeszcze fabryki, kopalni albo drogi szybkiego ruchu.

Szkoda, żeście zmarnowali potencjał tego miejsca. Tyle powiem!

Wąwóz Skaczącego Tygrysa. Informacje praktyczne

Trekking:

Z naszej perspektywy początkowy odcinek górnego szlaku najlepiej jest zupełnie pominąć i rozpocząć przygodę z Wąwozem od Naxi Guesthouse (mają smaczny apple pie!). Po dwóch godzinach marszu dotrzesz do Tea Horse Guesthouse. Jest to fajne miejsce na nocleg, jeśli nigdzie Ci się nie spieszy (150 juanów za pokój 3-osobowy z łazienką). Mają fantastyczny widok z tarasu!

Jeśli masz mało czasu, to naprawdę niewiele stracisz, jeśli udasz się bezpośrednio na dół wąwozu. Spróbuj dojechać do Tina’s Guesthouse i stamtąd rozpocznij eksplorację koryta rzeki. Przygotuj się na dodatkowe opłaty za każdy punkt widokowy i poszczególne fragmenty ścieżki (15 juanów za każdy fragment).

 

Dojazd:

My dojechaliśmy do wąwozu z miejscowości Lijiang (autobus o 9.00, trzy godziny drogi). Wracaliśmy z Sean’s Guesthouse do Shangri-li (od trzech do czterech godzin). Bądź przygotowany na kamienne lawiny, które czasami się zdarzają i trzeba czekać na odgruzowanie drogi.

 

Jedzenie:

Nie ma sensu zabierać na szlak zapasów jedzenia. W każdym z hosteli można porządnie i smacznie zjeść, jest spory wybór europejskich i chińskich dań. My wcinaliśmy kilka razy kurczaka z warzywami i ryżem i zawsze był smaczny.

Pewnie dobrze wiesz, jak wiele kosztuje robienie czegokolwiek na wakacjach… Potrzebuję naprawdę dużej dawki motywacji, żeby zamiast napawać się pięknym widokiem, wlepiać oczy w komputer i skrobać wpis. Dlatego będzie mi bardzo miło, jeśli napiszesz, że post Ci się podobał, albo że Ci się w ogóle nie podobał, opowiesz co u Ciebie słychać i jakie masz plany na wakacje. Do przeczytania!

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • No właśnie! Dokładnie takie samo rozgoryczenie… Hałas wkurzał mnie od pierwszych kroków, a płacenie za każdą drabinkę z oddzielna przelało czarę goryczy…
    Ja popełniłam jeszcze jeden strategiczny błąd – wybrałam się do Tygrysa zaraz po Yading, gdzie byliśmy jedynymi ludźmi na szlaku i przez 2 dni przecieraliśmy oczy z niedowierzaniem, że coś może być tak piękne, a zarazem nie zawierać Chińczyków 😛

    • Slomka

      My jesteśmy teraz w Yubeng, jednym z piękniejszych miejsc w jakich byłam w swoim życiu, które pomimo deszczu i mgły zachwyca mnie każdego dnia. Nie rozumiem skąd ten szał na Tygrysa!

      Pozdrawiam!

  • Marta

    Cześć! Podziwiam (z lekką nutką zazdrości;)) i dopinguje Waszym wojażom. Post jak zawsze swietny;)

    • Slomka

      Dziękuję pięknie! Wszystkiego dobrego dla Ciebie! 🙂

  • makate

    Hej Słomka!
    fajnie że piszesz 🙂
    Widoki niesamowite, ale też smutno że można takie miejsce zabudować… Powodzenia na kolejnych szlakach!

    • Smutno ogromnie, rozczarowaliśmy się bardzo, bo nigdzie nie przeczytaliśmy, że tak to będzie wyglądało. Szkoda, bo potencjał tego miejsca był ogromny…

      Pozdrawiam serdecznie z Tadżykistanu!