Podróżuj powoli ze Słomką i Bartkiem
 

Słomkowy pamiętnik. Dzienniki z Indii cz.1

Kartki z pamiętnika. Dzienniki z Indii

Długo zastanawiałam się, w jaki sposób pisać Wam o Indiach. Po tygodniu spędzonym tutaj wiem, że chciałabym pisać o nich dużo. Ten ogrom wydaje się niemożliwy do opisania w jednym, czy dwóch postach. Dzienniki wydają się więc idealnym sposobem.

6.09.2017

Drugi dzień w Indiach. Dzisiaj wypiłam swój pierwszy masala chai. Ciekawe, ile ich jeszcze wypiję przez najbliższe miesiące i jak szybko będę miała go dosyć. Mam wrażenie, że masala jest wszędzie. Całe Delhi pachnie masalą, wszyscy Hindusi pachną masalą, my pachniemy masalą. Ulice mienią się setkami kolorów. Kolorowe kobiety przykuwają moją uwagę na każdym kroku. Piękne, kolorowe kobiety o rubensowskich kształtach. Bartek wczoraj widział pierwszego golasa na ulicy, ja nie widziałam…

Pierwszy tuktuk w Indiach, uśmiech u kierowcy, prawie, jak u Prabakera z książki Shantaram, która wytycza nasze kroki tutaj, w kraju różności. Pierwszy rowerowy tuktuk, pierwszy dall, pierwsze pyszne lassi. Jedzenie jest tak piękne i pachnące, że już wiem, że mięso nie będzie mi tu potrzebne. Tylko niekończące się problemy trawienne, przywiezione z Tadżykistanu, nie pozwalają mi się tym cieszyć.

Jest dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy, jak nam wszyscy mówili. W jednej sekundzie kocham te Indie całą sobą, w drugiej już ich nienawidzę. I tak na przemian. Co sekunda inaczej. Przez dwa dni zostaliśmy oszukani pewnie ze dwadzieścia razy, ale… Nie da się nie kochać tych Indii, no nie da się!

Dzienniki z Indii

7.09.2017

W Indiach znaleźliśmy się właściwie przypadkiem. Planowaliśmy je kiedyś odwiedzić, ale nie teraz, nie w tej podróży, albo może i w tej, ale później, jak odpoczniemy gdzieś na plaży, jak wygrzejemy tyłki na słońcu, jak chociaż przez chwilę będziemy mogli robić NIC. Tak miało być, ale spotkaliśmy francuzów, którzy mówili, że teraz jest najlepszy czas na Himalaje. I później spotkaliśmy parę motocyklistów ze Słowenii, którzy tu byli i dali nam wszystkie namiary na Hindusa zajmującego się naszym wymarzonym motocyklem. Później Słowaków, którym się podobało. I Hiszpana, który chwalił. No i jak mogliśmy tu nie przyjechać? W tym wszystkim plątało się jeszcze moje marzenie o jodze w Indiach…

No więc decyzja zapadła. Zostawiamy wszystko inne, rezygnujemy z podróżowania przez cały czas po lądzie i… lecimy z Duszanbe do Delhi.

Najpierw mieliśmy przejechać te Indie na rowerze. Naturalna kolej rzeczy, skoro już mamy je ze sobą (rowery, nie Indie). Jednak… Wspomniana wyżej para ze Słowenii skutecznie nam ten pomysł wyparła z głowy na rzecz… Royal Enfielda :). A jak wiadomo, od pomysłu jest tylko krok do działania, dlatego… Mamy PRAWIE własnego Royalka.

Zaczynamy nową przygodę. Nową przygodę na dwóch kółkach, tym razem z silnikiem. Cały dzisiejszy dzień spędziliśmy na dopełnianiu wszystkich formalności i mamy go. Oficjalnie stoi cały nasz pod hotelem. Oficjalnie dodam jeszcze, że przeżyliśmy jazdę po Delhi w ciemnościach. Cudem!

A gdyby kogoś ciekawiło, co się stało z naszymi rowerami… Tadżykistan nie okazał się dobrym krajem do organizowania tego typu przesyłek (bo 1175 USD to lekka przesada, prawda?), dlatego nasze rowery znalazły się z nami w Indiach…

Mamy nadzieję, że ostatecznie stąd uda nam się je przetransportować do Polski. Ceny wydają się być bardziej przystępne. A jeśli nie… No cóż, może jeszcze gdzieś sobie na nich pojeździmy 🙂

Dzienniki z Indii

8.09.2017

Jak wygląda hinduska tunika? Jest na Ciebie za duża. ZAWSZE. Nieważne, jaki rozmiar nosisz, ona po prostu taka jest. Jest kolorowa. Za kolorowa dla Ciebie, tak bardzo lubiącej znikać w ulubionej czerni. Mimo wszystko, nie potrafisz przejść obok niej obojętnie. Kuszą Cię te kolory, w których wyglądasz brzydko, a które tak ładnie wyglądają na kolorowych Hinduskach. Kuszą Cię te ceny, 5, 10, 15 złotych za bawełnianą bluzkę. W ten oto sposób stajesz się posiadaczką kilku, a Twój mąż znów zastanawia się, gdzie to wszystko upchnie. No cóż. Przecież chciałam kupić większy plecak, tak?

Dzisiaj jest dzień, kiedy kupuję dżinsy. Zakładam dżinsy pierwszy raz po pięciu miesiącach i czuję radość. Bo są to obcisłe dżinsy, z h&m i chociaż trochę przypominają mi, że mogę jeszcze wyglądać normalnie.

Dzienniki z Indii

9.09.2017

Wiecie, że hinduscy rowerowi rikszarze to jedni z biedniejszych ludzi w Indiach? Właśnie z tego powodu pokonujemy dzisiaj 4 km do hotelu rowerową rikszą. Okropnie szkoda mi człowieka, który nas wiezie, upał nieznośny, my ostatecznie nie jesteśmy piórkami, a człowiek sama skóra i kości. Bartek mówi, że dzięki temu będzie miał co jeść, dlatego przestaję biadolić. Płacimy mu więcej, niż się umawialiśmy.

10.09.2017

Pobudka o 4.30. Oglądamy budzące się do życia Delhi i wyjeżdżamy z miasta, zanim na ulice wyjadą tysiące (a może miliony?) samochodów, tuktuków i autobusów. Bieda jeszcze nigdy, aż tak nie raziła moich oczu. Wszyscy rikszarze śpią skuleni na swoich rowerach, ludzie myją się na ulicach, bezdomne dzieciaki plączą się bez celu. Małpa przebiega nam drogę.

Dzienniki z Indii

11.09.2017

Wykończył nas ten drugi dzień na motocyklu. Ja już chora ledwo mogę usiedzieć. Nie najadam się zamówionym śniadaniem, co powoduje u mnie spadek nastroju, a na drugą porcję nie chce nam się czekać. Dżungla zmienia się w pustynię. Źle skręciliśmy na skrzyżowaniu przez co tracimy 2 godziny telepiąc się po ledwo przejezdnej drodze. Na miejscu okazuje się, że dalszą drogę zamykają raz w tygodniu, zawsze we wtorki i będziemy musieli zrobić przymusowy odpoczynek. Ale przecież jesteśmy w Himalajach Zachodnich, nie może być piękniej! Zamawiamy w hotelu pyszny dal (soczewica w sosie) i panner parantę (ser w ostrym sosie) i zajadamy rękoma w pokoju.

12.09.2017

Jestem chora. Jestem w Himalajach i jestem chora. Los utrudnia mi pokochanie Indii. Najpierw zatrucie, teraz katar, kaszel, gardło, gorączka. Przekładamy wyjazd o kolejny dzień. Jak tak dalej pójdzie, będziemy musieli zrezygnować z pasma Hindukush. Lada moment spadnie śnieg i droga do prowincji Kashmir zostanie zamknięta. No dobra, może nie spadnie?

Dzienniki z Indii

Jak Ci się podoba taka forma wpisów? Postaram się dodawać je najczęściej, tak, aby stworzyły formę hinduskiego pamiętnika. Wszystko wskazuje na to,  że Indie to kraj, który wzbudza największe emocje. Trochę w tych Indiach pobędziemy, dlatego pomyślałam sobie, że może masz jakieś pytania, które od zawsze Cię intrygują na temat tego kraju i chciałabyś/chciałbyś uzyskać na nie odpowiedź? A może jest jakiś temat o którym chciałabyś/chciałbyś szczególnie przeczytać? Napisz! Postaram się coś z tym zrobić 🙂 

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Dużo zdrowia! Przecież nie może tak być, że rozłoży Cię akurat tam!
    Indie przez lata były moim marzeniem. Miałam ich wizję jak z bollywoodzkiego filmu. Potem się wyleczyłam, kiedy się okazało, że rzeczywistość nie wygląda jak film (kto by pomyślał… 😛 na swoje usprawiedliwienie dodam, że byłam wtedy nastolatką ;)). W podróży poślubnej byliśmy na Sri Lance, która uznawana jest za „czystszą wersję Indii”. I teraz wiem, że ten kraj mogę podziwiać tylko na zdjęciach. Już na Cejlonie miałam wrażenie, że jestem ciągle brudna 😉 No, ale ja jestem dziwna 😉

    Ostatnie zdjęcie jest mistrzowskie <3

    • W cale nie jesteś dziwna 😀 Ja mam poczucie, że wciąż śpię w brudnej pościeli i nawet kiedy wygląda na 100% czystą, wyciągam swoje małe prześcieradełko i staram się tej pościeli nawet nie dotknąć 😀 Ale właściwie podobnie było w Tadżykistanie i Kirgistanie, tam chyba nigdy nie zmieniają poszewek…
      Indie również były moim marzeniem od… zawsze, a że słyszałam o nich bardzo dużo sprzecznych opinii, chciałam sprawdzić, jak to będzie ze mną. No i ta joga. Chociaż nie ćwiczę jakoś super regularnie, czuję, że to jest to, co powinnam robić :D.

      Czy na Sri Lance też jest tyle śmieci na ulicach???

      A zdjęcie oczywiście zrobił mąż :D.

  • Arkadiusz Piszczek

    Witam. Nigdy nie płaci się więcej ponad umówioną cenę. To bardzo szybko psuje rynek. Zresztą ta cena jest dla nas i tak co najmniej 3 razy wyższa niż dla lokalsa. Trzeba mieć na uwadze, że nie wszystkich podróżujących stać na ekstra napiwki które, w ten sposób, będą wkrótce wymagane. Pozdrawiam serdecznie życząc zdrowia.

    • Niestety nie mogę się zgodzić z tym, co piszesz. Przede wszystkim w Indiach częścią kultury jest bakszysz, czyli rodzaj jałmużny dla biedniejszych ludzi od Ciebie. Według mnie zapłacenie 100 rupii (około 6 złotych) za przejazd przez sporą część Delhi to nie jest kwota 3 razy wyższa, niż dla lokalsa, a gdy widzę tych rikszaszy, wychudzonych i głodnych, śpiących na swoich rowerach, bo nie mają się gdzie podziać, to wiesz, nie myślę o podróżujących, których nie stać na ekstra napiwki, a o tych ludziach właśnie. Również w każdym możliwym przewodniku przeczytasz o tym, aby obdarowywać rowerowych rikszarzy ekstra pieniędzmi, bo oni najnormalniej w świecie tego potrzebują. Nikt tutaj nie mówi o napiwkowaniu boy’ów hotelowych.
      Pozdrawiam serdecznie, Słomka