O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Seks w podróży. Czy to w ogóle możliwe?

Ja wiem, że jest to dość rzadko poruszany temat. Seks to tak intymna sprawa, że lepiej pozostawić go tam, gdzie jego miejsce. Czyli w łóżku, na kanapie, albo gdziekolwiek indziej (tutaj wszystko zależy od Waszej fantazji). Boimy się o tym gadać. Wstydzimy się. Kurde, sama się wstydzę. A myśl, że ten wpis (jak zresztą każdy inny) przeczytają moi rodzice i teściowie (sic!), przeraża mnie do tego stopnia, że już ze dwanaście razy miałam ochotę darować sobie to pisanie. No ale przecież, z drugiej strony, jesteśmy dorośli. A dorośli ludzie potrafią rozmawiać, tak? Przynajmniej tak mi się kiedyś wydawało, bo teraz nie jestem tego taka pewna. No ale załóżmy, że umieją i idźmy dalej.

Od dawna zastanawia mnie temat seksu w podróży. W sumie, trudno, żeby mnie nie zastanawiał. Ostatecznie w podróży spędzam sporą część swojego życia, a i seks jest jego dość istotnym kawałkiem.

Ale zaraz, zaraz. Czy seks w podróży jest w ogóle możliwy?

Pot, smród, głód, wyczerpanie. To tylko kilka słów, które opisują moje samopoczucie w podróży. Niestety (szczególnie dla spraw około seksualnych) właśnie tak się czuję, przez większość czasu w drodze. Rower w Tadżykistanie, konie w Mongolii, upał w Chinach, przemierzanie Indii na motocyklu, czy autostop w Azji Centralnej. Wszystkie te aktywności brzmią świetnie i pewnie jest tutaj sporo osób, które chciałyby je przeżyć, ale myślę, że niewiele zastanawia się nad dyskomfortem, jaki się za nimi kryje. Myślicie sobie „nie narzekaj babo, mogłaś wybrać mniej męczące kraje!”. To prawda. Mogłam. Ale tego nie zrobiłam. Bo pojechałam w podróż nie po to, aby leżeć dupą do góry, a po to by przeżywać, doświadczać tego, czego nie mam na co dzień. I poznawać. Zresztą plan na odpoczynek, rajskie wyspy i opalanie pół nago (albo nago…), sprzyjające sprawom około seksualnym, również był. Ostatecznie, to nie moja wina (a wypadku), że został odłożony na później. Bliżej nieokreślone później.

No dobra. Ale co z tym seksem w podróży?

Wyobraź sobie taką sytuację. Budzisz się o 7 rano w namiocie. Ledwo jesteś w stanie otworzyć zaropiałe oko. Wszędzie dookoła czujesz swąd zawilgotniałego puchu. Patrzysz na swojego męża, który wygląda jak zapuchnięta buła z zaschniętymi ustami. Odwracasz się do niego tyłem, zawijasz mocniej w ten śmierdzący śpiwór i śpisz dalej.

Albo taką. Przemierzacie rowerami Tadżycki Pamir. 2 dni wcześniej wyjechaliście z wioski. Od tamtej pory przejechaliście ponad 100 km na rowerze, po pustyni. Zdobyliście przełęcz położoną na 4300 metrach. Dojeżdżacie do obozowiska, jest 17:30. Rozpakowujecie rowery, rozkładacie namiot, rozpalacie kuchenkę (wieje, także zajmuje Wam to jakieś 40 minut). Gotujecie kaszę z fasolą i mielonką. A później zaczyna się uczta. Po całym dniu na rowerze obżerasz się tak, że nie jesteś w stanie się ruszyć. Nie tylko dlatego, że nie masz siły.

Albo taką. Przejeżdżasz Indie na motocyklu. Każdego dnia pokonujesz 400-500 km. W upale, w kurtkach motocyklowych, w kaskach. Przez pustynię, przez dżunglę. Osiem, dziewięć, a czasem dwanaście (!) godzin na motorze. Mogę się założyć, że jedyne, o czym marzysz po takim dniu, to prysznic, łóżko i święty spokój.

Seks w podróży to wyzwanie. Jeśli wydaje Ci się, że wyjedziesz w podróż z partnerem/partnerką i nadrobisz wszystkie stracone okazje, kiedy to nie mieliście czasu, bo praca, bo coś tam, cóż… nie będzie łatwo. A powiem więcej, będzie jeszcze gorzej. Nie oszukujmy się, ale w domu głównym powodem nie uprawiania seksu jest zmęczenie i brak czasu. Na wyjeździe tych powodów jest dużo więcej. Do braku czasu (tak, w podróży permanentnie brakuje czasu!), zmęczenia, wyczerpania fizycznego, dochodzi głód, brud, ograniczona przestrzeń namiotu i brak możliwości wzięcia prysznica. Jasne, jeśli jesteś brudaskowym fetyszystą będziesz czuł się, jak w raju, ale reszta z nas ma przechlapane. Życie to nieustanne wybory, ciągłe podejmowanie decyzji. A przecież tak bardzo chciałoby się mieć jabłko i zjeść jabłko.

Smutno? Ale chwileczkę. Jeśli chcesz, aby seks był istotną częścią podróży, chyba nic nie stoi na przeszkodzie, abyś pojechał do Tajlandii, na Bali, na Sri Lankę albo do Włoch, nie?

To teraz Twoja kolej! Liczę na dużą ilość baaaardzo, ale to baaaardzo ciekawych komentarzy 😀

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Yuvenall

    Hm… brzmi dziwnie kategorycznie, jakby istniała tylko opcja kurortu i szalonej podróży bez minuty przerwy. Nie można sobie w normalnej podróży zaplanować raz na jakiś czas np. dnia luzu?

    • Można,i my bardzo często takie dni luzu sobie robimy. Aczkolwiek nie zawsze jest tak, że w te dni luzu chce się człowiekowi czegoś więcej, niż leżenie w łóżku. Nie pisałam też niczego o kurorcie, można pojechać do ciepłych krajów z plecakiem, nie musi to być kurort 🙂
      Pozdrawiam!

  • Od razu chciałam pisać, że z dzieckiem w podróży to już w ogóle masakra, ale potem zdałam sobie sprawę, że my już dawno nie byliśmy na takiej porządnej, brudaskowej tułaczce (Paulo się jakiś taki wygodnicki zrobił) więc to chyba faktycznie trudna rzecz jest.
    Jedno jest pewne – masz boski tyłek, jeszcze -15 kg i też będę miała taki 😉

    • Zdjęcie zrobione jakieś 10 kg temu, więc wiesz 😀 ale może jeszcze kiedyś go odzyskam, haha 😀
      My ostatnio też zmierzamy w stronę wygodnictwa. Bartek na przykład nie wyobraża już sobie podróży bez własnego środka transportu… Prawda jest też taka, że kraje, które odwiedzaliśmy ostatnio, niekoniecznie pozwalają na podróżowanie w inny sposób, bo nawet jak masz kasę, to rzadko kiedy znajdziesz lepsze warunki (w Mongolii, czy w Tadżykistanie to dobre warunki to rzadkość).
      A podróżowanie z dzieckiem w tej kwestii musi być jeszcze większym wyzwaniem, ale to Ty możesz wiedzieć najlepiej 😀

      • Nie przestaje mnie bawić fakt, że wtedy uważałam, że ten tyłek jest ZA wielki, a ja ZA gruba. Matko, co też człowiek ma w głowie 😀 😀 😀

  • Dobrze, że ktoś o tym pisze, że podróż to głównie brud, pot, zmęczenie i brak czasu 😉 i przyznam, że męczy mnie to mocno, dlatego nasze wyprawy są coraz bardziej lajtowe ale niewiele to pomaga, poza odrobiną komfortu przy zapadaniu w kamienny sen sekundę po przyłożeniu głowy do łóżka (nie musi być poduszki :-P)

    • My wciąż pracujemy nad tym, aby było przyjemniej, ale są kraje w którym po prostu się nie da 🙂