O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Poznani w podróży. Gdziebądzianie, czyli Zosia, Pioter i Dron Dżonson

Kim jest współczesny Nomada? Kim jest człowiek, który decyduje się porzucić swoje ciepłe łóżko i bezpieczeństwo domowego ogniska? Co kieruje ludźmi, którzy postanawiają pozbyć się domu i żyć w drodze? Przez miesiąc, rok, lata, całe życie? Po co? Dlaczego? Wreszcie, jak wygląda powrót do „normalnego”, osadniczego trybu życia. Co się zmienia? Co zostaje? A co ucieka?

Pierwszymi rozmówcami, których zaprosiliśmy do naszego cyklu, są Gdziebądzianie: Zosia i Pioter Jurkowscy.

Od 24 tygodni nieprzerwanie w podróży życia. Odwiedzili już RPA, Tajlandię, Kambodżę, Sri Lankę, Australię i Vanuatu. Aktualnie eksplorują Filipiny. Prowadzą kanał na youtube, więc jeśli macie ochotę ich podejrzeć, zajrzyjcie koniecznie! Suche żarty, ziomkowie odcinka i świat okiem Drona Dżonsona na pewno Was nie rozczarują!

Poznajcie Gdziebądzian!

Góry czy morze?
Morze góry?
Miasto czy dzicz?
Byle nie dzikie miasto.
Odludzie czy tłum?
Odludzie.
Beduiński namiot czy pięciogwiazdkowy hotel?
Namiot.
Skok ze spadochronem czy szachy?
Pioter skacze, Zonia kibicuje.
Północ czy południe?
Czasem północ, czasem południe.
Był chyba taki serial.
Ciepło czy zimno?
Ciepło!
Rower czy skuter?
Skuter, bo jest dwuosobowy.
Wschód czy zachód?
Zachód, bo na wschód słońca rzadko się wyrabiamy.

Co sprawiło, że postanowiliście wyjechać w podróż?

Marzyliśmy o tym od dawna. Podczas naszej podróży do Wietnamu w tempie „komando” ciągle spotykaliśmy wielomiesięcznych podróżników, którzy mówili, że nie mają ograniczeń w podróży i nie wiedzą, gdzie będą za tydzień. Stwierdziliśmy, że też tak chcemy.

Skąd pomysł, żeby zabrać Drona?

Był bardzo spontaniczny. Kupiliśmy go, bo nie udało nam się zorganizować wypożyczenia sprzętu na wyjazd w polskie góry. Wracając ze Śnieżki wymyśliliśmy, że pomoże nam rozbudować narrację w programie, który chcieliśmy stworzyć.

Jak długo przygotowywaliście się do wyjazdu i czy to była wystarczająca ilość czasu?

Bilety kupiliśmy w marcu, wyjazd w październiku. Zakup biletów był naszym pierwszym krokiem, na kolejne mieliśmy zdecydowanie za mało czasu. Zwłaszcza, że pracowaliśmy do ostatnich dni przed wyjazdem.

Czy przed wyjazdem było coś o czym mówiliście: “nie ma bata, żebyśmy to zrobili”, ale w rzeczywistości wyszło inaczej?

Nurkowanie z rekinami „ludojadami” 🙂 Zońka tak długo zarzekała się, że nigdy nie wejdzie do tej klatki, aż weszła.

Wasza podróż wydaje się dość intensywna. Odwiedzacie wiele miejsc, często zmieniacie lokalizację. Pracowaliście w dwóch wolontariatach. Nie czujecie się zmęczeni?

Ani trochę. Wyjechaliśmy z myślą podróży jednorocznej, tzw. gap year i chcemy ten rok jak najlepiej wykorzystać, jak najwięcej zobaczyć i doświadczyć.

Które z dotychczasowych doświadczeń było najbardziej niezapomniane?

Z pewnością homestay w tradycyjnej wiosce Yakel na Vanuatu, gdzie plemię zrezygnowało nie tylko z takich zdobyczy cywilizacji jak elektryczność, ale również z odzieży. Panie chodzą w spódniczkach z trawy, a panowie noszą zakrywający niewiele numbas. Przez 24 godziny uczestniczyliśmy w życiu tak odmiennym, że bliżej mu pewnie do Biskupina niż dzisiejszej Warszawy.

Czy moglibyście zamieszkać w którymś z odwiedzonych przez Was miejsc?

Rozmawialiśmy o tym w Kapsztadzie i Melbourne, które bardzo nas zauroczyły.

Opowiedzcie nam coś więcej o pracy w wolontariacie. Skąd pomysł na pracę w wolontariacie za granicą?

Zabrzmi banalnie, ale chcemy robić coś, co ma wartość dla wszechświata. W przeciwieństwie do tabelek, prezentacji czy miliona maili znanych nam z korpo. To nie zmienia niczyjego życia. Wolontariat w RPA to było dla nas doświadczenie, które zapamiętamy do końca życia. Cudowne miejsce, cudowni ludzie.

Gdzie dokładnie byliście na wolontariacie?

W RPA byliśmy w „children’s safety house”. Można go opisać jako dom dziecka połączony ze szkołą. Potem odwiedziliśmy jeszcze jako wolontariusze sanktuarium słoni w Kambodży – miejsce bardzo ciekawe, wiele się nauczyliśmy  o słoniach i poznaliśmy tam niesamowitych ludzi.

Jak udało Wam się wszystko zorganizować, skąd czerpaliście informacje?

Korzystamy z portalu workaway.info. Można na nim znaleźć zarówno prywatne osoby potrzebujące wsparcia, jak i organizacje szukające wolontariuszy na całym świecie. Za kilka godzin pracy dziennie otrzymuje się tzw. wikt i opierunek.

Jak wyglądał kontakt z osobami odpowiedzialnymi za wolontariat?

Przez portal kontaktowaliśmy się z organizacją w RPA. Sanktuarium w Kambodży znaleźliśmy samodzielnie przez Facebooka i zgłosiliśmy się do nich mailowo.

Czy musieliście za to płacić?

Nasze doświadczenie z RPA to czysty wolontariat, więc nie wiązało się z ponoszeniem kosztów. W Kambodży płaciliśmy 15$ dziennie i mimo, że to całkiem niewiele, czuliśmy, że jesteśmy częścią biznesu turystycznego.

Opowiedzcie jak wyglądała Wasza praca z dziećmi w wolontariacie?

Naszą rolą była opieka nad trzydziestką dzieci w przerwach i godzinach pozaszkolnych. Ale zgodnie z potrzebami byliśmy też panią od informatyki i panem od wf-u. Dzieciaki były cudowne. Czasami męczące, jak to dzieci, ale nie dało się ich nie polubić. Stwierdziliśmy, że gdyby RPA było ostatnim, a nie pierwszym przystankiem w naszej podróży, pewnie nie wrócilibyśmy jedynie we dwójkę 🙂

Jak traktowane są słonie w Kambodży?

Nie ma tam dużego przemysłu turystycznego jak np. w Tajlandii, ale słonie również nie mają tam łatwego życia. Z jednej strony otoczone są szacunkiem i czcią, ale z drugiej ten sam słoń błogosławi młodą parę i tyra na roli. Problem ze słoniami polega na tym, że każdy z „pracujących” dla człowieka przeszedł przez brutalny proces złamania ducha zwany „phajaan”, dlatego tak ważne jest odpowiedzialne podejście do tych pięknych zwierząt. Przygotowaliśmy odcinek na ten temat – zachęcamy do jego obejrzenia.

Czy słonie Was polubiły?

Chyba trochę je przekupiliśmy kawałkami bananowców 🙂

Nie baliście się dżygitów na skuterach w Tajlandii i Kambodży?

Szczerze mówiąc – pierwsze słyszymy 🙂

Jak wygląda proces tworzenia Waszych filmów od kuchni? Zosiu, czy Pioter cały czas biega z kamerą?

Absolutnie nie. Nagrywamy ciekawe chwile (nie zawsze się udaje, więc część zostaje tylko dla nas :)). W wolnych chwilach myślimy nad scenariuszem i kiedy jest gotowy, nagrywamy. Organizujemy się tak, aby od soboty do poniedziałku mieć dostęp do prądu. Niedziela to zwykle dzień montażu.

Możecie wymienić 3 rzeczy, które okazały się zbędnym balastem i 3 rzeczy, których nie zabraliście, a żałujecie?

Zbędna okazała się moskitiera, jedwabne cieniutkie prześcieradła i.. skakanka. A przydałyby nam się: wygodny podręczny plecak dla Zoni, jakaś fajna gra niezajmująca wiele miejsca i przenośny głośnik.

Co poradzilibyście osobom, które chciałyby wyjechać, ale nie wiedzą, jak się za to zabrać?

Zacytujemy im mińskiego klasyka „Chciej zrobić, to zrobisz!”

Jaką historią z podróży będziecie zanudzać swoje wnuki?

Pewnie historią o tym jak zostaliśmy „porwani” zaraz po wyjściu z lotniska w Colombo. Z przypadkowo poznanym człowiekiem i jego niemówiącą po angielsku rodziną spędziliśmy prawie tydzień w ich domu na lankijskiej wsi.

Czy wiecie już, co będziecie robić po powrocie do Polski? Czy jeszcze w ogóle o tym nie myśleliście?

Wiemy, że brak planu to najlepszy plan :).

Czy nie boicie się powrotu do normalnego życia?

Trochę się tego obawiamy, ale podróżowanie naprawdę otwiera głowy – pozwala spojrzeć z innej perspektywy, pokazuje, że można inaczej, więc wierzymy, że nasze „normalne życie” będzie mniej „normalne” niż było przez wyjazdem.

Drogi Dronie Dżonsonie, powiedz nam, jak w rzeczywistości wyglądają podróże z Zosią i Pioterem? Czy odpowiednio się Tobą zajmują?

NIECH KTOŚ MNIE STĄD ZABIERZE! RZECZNIKU PRAW DRONÓW, USŁYSZ MOJE WOŁANIE!

Dronie, czy zdradzisz nam, jakie są Wasze nabliższe plany?

Plany są wyspiarskie. Jak ten gość od „Wesela”.

Z filmów wiemy, że poszukujesz miłości swojego życia. Czy pojawiła się jakaś partnerka na horyzoncie?

Na razie nie. Oczekiwania są wysokie. Skoro niemowa Wall-e znalazł tak ciekawą partnerkę, co czeka takiego erudytę jak ja? 😉

A teraz czas na kilka naj…

Najbardziej niesamowity widok?
Pani Nosorożcowa z nosorożciątkiem przechodzący ulicę tuż przed naszym autem.
Najciekawsza z poznanych osób?
Pewnie nasz „słoni” przewodnik Mondi, który sam nauczył się angielskiego i francuskiego, aby wyciągnąć swoją rodzinę z ostrej biedy.
Najfajniejsza przygoda? 
Nie możemy wybrać jednej, żeby innym nie było przykro.
Najbardziej niemiła przygoda? 
Podwójne zatrucie pokarmowe w nocy przed półmaratonem Angkor Wat – spontanicznym biegiem marzeń, na który cudem zdobyliśmy pakiet.
Najfajniejsze zwierzątko poznane w podróży? 
Kochamy wszystkie zwierzęta, ale chyba wygrywa twerkujący wombat. Stanął przy niskim krzaczku i drapał się o niego swoim tyłeczkiem. Wombaty są cudowne – cały dzień przesypiają, a w nocy wychodzą na trawkę i ocierają się o wszystko, co napotkają.
Najciekawszy nocleg?
Latający namiot na Sri Lance. Było spektakularnie, niewygodnie i zimno. Ale nigdy wcześniej nie podziwialiśmy z jednego łóżka nieba pełnego gwiazd, pól herbacianych oraz wschodu słońca.
Najładniejsza plaża? 
Lonnoc Beach na Espiritu Santo, największej wyspie archipelagu Vanuatu.
Najlepsza potrawa? 
Została podana w domu.
Najbardziej tęsknicie za? 
Zdania są podzielone.
Zonia za wielkim, mięciutkim, pachnącym ręcznikiem (mamy tylko mikrofibrę), a Pioter za polskim kebabem. Serio.
Największe podróżnicze marzenie?
Nie musieć przestawać.

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!