O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Podsumowanie roku 2017

Sama nie wiem, czy lubię tego typu podsumowania. Zwykle pod koniec starego roku i na początku nowego jest ich całe mnóstwo w Internecie. Jednak ostatni czas jest dla mnie dość szczególny i przełomowy, dlatego pomyślałam sobie, że napisanie konkretnego podsumowania może mi tylko pomóc.

Jak pewnie wiecie, moje plany życiowe dość mocno się pokrzyżowały w ostatnim czasie. 

W grudniu musieliśmy przerwać naszą podróż i wrócić do Polski z powodu złamania w kręgosłupie szyjnym, które mi się przydarzyło na początku listopada, w Indiach. Więcej pisałam o tym tutajtutaj. Początkowo sprawa miała zakończyć się po 4-6 tygodniach, ale po powrocie do Polski okazało się, że będę musiała nosić kołnierz ochronny na szyi aż do końca stycznia (równe 3 miesiące). Nie było mi łatwo się z tym pogodzić. Jeśli weźmiecie jeszcze pod uwagę powrotnego doła i kilka innych problemów, które akurat się namnożyły, będziecie mogli wyobrazić sobie ten obraz nędzy i rozpaczy, jaki przedstawiałam przez ostatnie tygodnie.

Czekałam na Nowy Rok z wielką niecierpliwością. 

Nie wiem, jak jest z tym u Was, ale dla mnie pierwszy stycznia to zawsze dzień przełomowy, początek czegoś nowego, pusta kartka, którą mogę zapisać swoim życiem. Z drugiej strony, koniec roku zwykle należy u mnie do tych trudniejszych okresów. W grudniu czuję nagromadzenie różnych spraw i wielką potrzebę uwolnienia. W tym roku, tak jak pisałam wyżej, było z tym jeszcze gorzej.

Żeby zacząć ten Nowy Rok z przytupem, nie wymyśliłam tysiąca postanowień typu 100 dni bez chleba, albo schudnę 125 kg do marca, bo właściwie do niczego nie jest mi to potrzebne. 

Nawet jeśli chciałabym schudnąć, wiem, że to nie kilogramy odpowiedzialne są za mój podły nastrój. Pewnie ich utrata dostarczyłaby mi chwilowej radości, ale na dłuższą metę nic by się nie zmieniło. A ja potrzebuję zmiany, co tu dużo gadać.

Zamiast tego, wypisałam długaśną listę odpowiedzi na pytanie „Czego właściwie Ty chcesz kobieto?” 

Zajrzałam w głąb siebie i szukałam odpowiedzi na to jedno z ważniejszych pytań, jakie zadałam sobie w życiu. Byłam w szok, kiedy zaczęłam zapisywać czwartą (sic!) stronę odpowiedziami! Wypisywałam dosłownie wszystko, co przychodziło mi do głowy. Nawet punkty w stylu „chcę mieć ładnie pomalowane paznokcie” znalazły się na liście, bo dlaczego nie? Te dziesiątki odpowiedzi, jakie padły na to pytanie, pozwoliły mi zatrzymać się na chwilę nad sobą i dotrzeć do jakiejś zapomnianej przestrzeni w sobie, do której raczej nie zaglądam. Bo nie wiem, jak Wy, ale ja zwykle gubię się ze swoimi potrzebami w morzu oczekiwań społecznych. Moje potrzeby spycham niżej, coraz niżej, aż okazuje się, że nie ma ich zupełnie.

I wiecie co? Okazało się, że pomysł z wypisywaniem był genialny! Pisanie długopisem ma w sobie coś, co pozwala zatrzymać się na chwilę i pomyśleć. Trochę, jak palenie papierosa. Te kilka minut, które należą tylko do Ciebie, w czasie których wszystko wokół się zatrzymuje i liczysz się tylko Ty. Nie odbierzcie tego źle, nie promuję palenia, właściwie sama nie palę (no dobra, zdarza mi się na imprezach), ale pamiętam z czasów, kiedy zdarzało mi się palić więcej, że ten czas spędzany sam na sam ze sobą, był w pewien sposób magiczny. Powinniśmy brać przykład z palaczy i robić sobie takie 5 minutowe przerwy co jakiś czas, podczas których będziemy tylko my, nasze myśli i ewentualnie muzyka w tle. Które poświęcimy na wypisywanie swoich myśli, pomysłów, czegokolwiek, na co mamy ochotę i co przychodzi nam do głowy.

Zeszły rok był dla mnie szczególny. 

W końcu ziściło się moje marzenie o długiej podróży, na którą czekałam od… właściwie od początku studiów. Co prawda, wszystko potoczyło się inaczej, niż zaplanowaliśmy. Przede wszystkim podróż miała trwać bez przerwy 2-3 lata, początkowo nie chcieliśmy korzystać z samolotu, chcieliśmy czuć drogę… No cóż. Cieszę się, że zostawiliśmy sobie przestrzeń na zmianę decyzji. Przez 8 miesięcy, które spędziliśmy w podróży, zwiedziliśmy najcięższe kraje, właściwie każdy jeden był na swój sposób męczący. Odpoczywać mieliśmy po wyjeździe z Indii. Rajskie wysepki i te sprawy też nam się marzyły! Życie zweryfikowało, że nie ma sensu odkładać przyjemności na później.

Z drugiej strony, ta podróż, taka jaka była, dała mi ogromnie dużo. Dojrzałam, stałam się pewniejsza siebie. Wciąż nie wiem, czego chcę, ale czuję, że zaczęłam drążyć i szukać. Wpadliśmy też na kilka świetnych pomysłów na biznesy. Już wiemy, że taka tułaczka z plecakiem nie jest do końca dla nas. Wolimy szwendać się w rytmie slow, z przestrzenią na poznanie jakiegoś miejsca, pobycie w nim dłużej. Zweryfikowało się też nasze marzenie o wielkiej agroturystyce na Mazurach. No cóż, na pewno odłożymy to w czasie o jakieś kilkanaście lat. Podróż pozwoliła spojrzeć nam na to marzenie z dystansem. Teraz wiemy, że to miasto jest nam bliższe na aktualnym etapie życia.

Aby moje podsumowanie ubiegłego roku było pełne, postanowiłam odpowiedzieć na trzy pytania, które wydają mi się kluczowe. Specjalnie ograniczyłam się do krótkich odpowiedzi, w przeciwnym wypadku mogłabym drążyć temat w nieskończoność.

Najlepsze, czego doświadczyłam w 2017 roku?

Zdecydowanie podróż rowerem przez Pamir. Nigdy wcześniej nie pokonałam tylu swoich ograniczeń i lęków, nigdy wcześniej nie czułam takiej satysfakcji. Co tu mówić, chcę więcej. Teraz namawiam mojego męża na przejechanie Skandynawii rowerami. Wykręca się, bo już to zrobił, ale walczę!

Najgorsze, czego doświadczyłam w 2017 roku?

Bez dwóch zdań jest to złamania zęba obrotnika, które przydarzyło mi się dwa miesiące temu. Pociągnęło za sobą wiele nieprzyjemnych konsekwencji.

Czego nowego chciałabym spróbować w 2018 roku?

Przede wszystkim chcę spróbować zorganizować sobie życie. Chociaż moja przyjaciółka ostatnio powiedziała, że w temacie regularności mogłabym spokojnie przybić piątkę z moją wielką idolką, Agnieszką Osiecką, postanowiłam z tym zawalczyć. Chciałabym spróbować wstawać codziennie wcześnie i pierwszą godzinę, półtorej, każdego dnia poświęcać tylko na pisanie. Czegokolwiek. Chciałabym uczyć się tanga w Argentynie. Chciałabym pomieszkać przez jakiś czas nad morzem. Chciałabym spróbować odnaleźć w sobie spokój.

A Ty podsumowałaś/podsumowałeś swój 2017 rok? Czego chciałabyś/chciałbyś spróbować w 2018?

[/vc_column]

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Świetnie to sobie podsumowałaś. Rozumiem całe to spisywanie planów i potrzeb, ja cały czas się staram uporządkować moje życie pod tym względem.
    No i zazdroszczę tej podróży kilkumiesięcznej, co prawda została trochę niefortunnie zakończona, ale jak to mawiała moja babcia: ze zdrowiem nie ma żartów. 😉
    Jak tyle fajnego udało Wam się zrobić w tym roku, to aż strach pomyśleć, co będzie w następnym!
    Trzymam kciuki za dalsze podróże i wybory życiowe 😀
    Buźka

  • Ola Piegzik

    Masz rację, czasem trzeba siąść i po prostu pisać co dusza nam na pióro niesie. Chętnie bym zobaczyła na blogu chociaż część z tych „zachciewajek” 🙂
    Szkoda,że podróż skończyła się w ten sposób, ale z drugiej strony sama pisałaś,że miałaś trochę kryzys – może to było tam gdzieś przez los planowane,że musicie na chwilę wrócić,żeby nabrać energii a kolejną część rozplanować z jeszcze większym rozmachem?

    U nas aktywna była 1 połowa roku, druga to raczej zarabianie na przyszłe wyjazdy. 2018 raczej nie przyniesie podróżniczo wielu wyzwań, z którego to powodu mi smutno (20 dni urlopu to tak strasznie mało!), ale z drugiej strony kiedyś trzeba na chwilę usiąść żeby potem ruszyć.

    • Będę myśleć o publikacji tych zachciewajek 🙂
      Myślę, że coś w tym jest, że tak po prostu miało być. Z jakiegoś powodu mieliśmy wrócić do Polski, no i jesteśmy 🙂 Po dwóch miesiącach doła już się z tym pogodziłam i jest lepiej 🙂

      Słyszałam, że nasza partia planuje ujednolicenie urlopowe, tzn. 26 dni urlopu dla wszystkich, także jest nadzieja dla pracusiów! A poza tym jestem pewna, że te 20 dni, które macie, wykorzystacie jak najlepiej się da 🙂