O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Oczy tej małej – Isfahan, Iran

Nie lubię tłumów. Nie lubię hałasu i dźwięku silników. Nie lubię taksówkarzy. Nie lubię naganiaczy i nagabywaczy. Nie lubię betonu, cegły też nie lubię. Nie lubię smrodu spalin i zapachu benzyny. Nie lubię kupować wiatraczków na targu. Nie lubię chińskich turystów. Nie lubię stać w kolejce. Nie lubię wchodzić po schodach. Nie lubię chodzić bez celu. Nie lubię miast.

Polubiłem Petersburg, Isfahan, Paryż. Dlaczego?

Lubię dobrze zjeść. Lubię wyspać się w wygodnym łóżku. Lubię panoramę miasta z góry. Lubię miasto nocą, gdy nie ma tłumów. Lubię czystość i harmonię. Lubię piękno. Lubię sztukę.

Żadne z tych trzech miast nie miało wszystkich tych cech, więc dlaczego je lubię?

Czasami jest tak, że wchodzisz gdzieś i czujesz się, jak u siebie. Czasami poznajesz zupełnie obcą Ci osobę, a po chwili masz wrażenie, jakbyście znali się od dziecka. Czasami zaczynasz coś robić i masz wrażenie, że całe Twoje jestestwo prowadziło do tego wyjątkowego momentu. Czasami jedziesz do miasta i trochę wbrew sobie zaczynasz czuć, że je lubisz. Zdarzyło mi się to tylko w kilku miejscach. Dzisiaj opowiem Wam o jednym z nich.

Jest rok 1395, jesteś w Isfahanie, perskiej perle, klejnocie bliskiego wschodu. Idziesz przez zatłoczony bazar, pomiędzy przekrzykującymi się handlarzami. Twoje nozdrza pieści zapach przypraw. Nagle słyszysz śpiew, dociera do Ciebie, że coś jest nie tak, przecież od dawna jest to zakazane. Imam w turbanie biegnie w twoim kierunku wymachując zaciśniętą pięścią. Twoje serce zaczyna bić szybciej, pocą Ci się ręce. On na szczęście przemyka obok i biegnie dalej, w kierunku źródła dźwięku.

Idziesz dalej, wreszcie je dostrzegasz za straganem z miedzianymi garnkami, te oczy, patrzą na Ciebie przez wąską szparkę w chuście. Pomalowane ciemną henną, przyciągają, hipnotyzują. Widzisz tylko te oczy, wszystko inne jest ukryte. Pociągają Cię, chcesz zajrzeć do środka, odkryć, zrozumieć, poznać, zdobyć. Ona przygląda Ci się łakomie, w poszukiwaniu obietnicy innego świata, którego jesteś częścią. Gdy tylko Wasze oczy się spotykają, odwraca głowę, odchodzi, znika na zawsze. Zostawia po sobie pustkę, masz wrażenie, że przeżyliście coś bardzo osobistego, może wręcz intymnego?

Snujesz się zadumany po placu Immama, mijasz piknikujące rodziny, czujesz zapach wodnej fajki, podziwiasz piękne, idealnie symetryczne mozaiki. Mijasz meczet Sheikh Lotfollah, jeden z najpiękniejszych na świecie. Po wizycie na perskiej prowincji, czujesz coś czego się nie spodziewałeś, spokój. Czujesz się bezpiecznie. Ludzie się uśmiechają, zagadują Cię, są tak samo ciekawi Ciebie, jak ty ich. Każdy mieszkaniec czuje się gospodarzem tego niezwykłego miejsca. Wszyscy zdają się być świadomi, w jak niezwykłym miejscu i trudnym czasie przyszło im żyć. Nagle dzwoni telefon. Wyrywa Cię z zadumy przypomnienie o jutrzejszym locie: 12 października 2016 roku, kalendarza gregoriańskiego.

Czym zachwyca Isfahan?

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to najpiękniejsze miasto w jakim byłem. Środek irańskiego giganta, doskonały pod każdym względem. Miasto tajemnicze i skryte, a jednocześnie swobodne i i zbuntowane. Wszyscy na pozór podporządkowują się zasadom, z pełną świadomością, że tak naprawdę nikt ich nie przestrzega. Pod mostem Trzydziestu Łuków ktoś śpiewa, w domach pije się zakazany alkohol. Kobiety noszą chusty ledwie zahaczone o czubek głowy. My Polacy lubimy się buntować, może dlatego czułem się tam tak dobrze? Dziwne miejsce, w którym zasady są tylko dlatego, że być muszą. A może normalne, takie w którym czuję się najlepiej? Z jednej strony czujesz zagrożenie, a z drugiej rozpiera Cię wewnętrzna siła. Moc tłumu sekretnych buntowników, małymi czynami starających się pokazać, że ten system się nie sprawdza. Miasto pełne Persów przepełnionych wielką tęsknotą za wolnością i za resztą tego świata. Poza oczywistym pięknem, nie potrafię obiektywnie wytłumaczyć, czym dokładnie zachwycił mnie Isfahan.

Może to przez te oczy?

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!