O powolnym podróżowaniu przez życie
 

O stresie, przed wyruszeniem w podróż dookoła świata, słów kilka

Jest niedziela 26 marca, godzina 9.35 (po zmianie czasu). Wyruszamy w przyszły czwartek.

Bartek śpi w sypialni, ja leżę na kanapie, leniwie popijając kawę. W salonie panuje lekki rozgardiasz. Na fotelu leży czyściutki, odebrany z pralni śpiwór w towarzystwie prania. Suszarka na pranie rozstawiona, kocie zabawki porozrzucane. Życie. Nikomu nie w głowie sprzątanie, przecież się wyprowadzamy! I co z tego, że koci żwirek przykleja się do stóp. Po prostu trzeba chodzić w kapciach.

Leżę sobie na tej kanapie, piję kawę i mogłoby się wszystkim wydawać, że panuje slow. Slowlife w prawdziwym wydaniu. Jednak na dziesięć dni przed podróżą daleko mi do tej filozofii.

Leżę tylko dlatego, że mam tak dużo rzeczy do zrobienia, że nie wiem od czego zacząć, więc postanowiłam nie robić nic. To przecież zawsze jest jakieś rozwiązanie. Może mieszkanie samo się spakuje, posprząta i wyprowadzi. Samochód sam się sprzeda, garaż się sam opróżni, a okna umyją się same (właściwie padający deszcz to takie trochę mycie okien, co nie?).

Myśl o wyjeździe mnie paraliżuje.

Te pożegnania, które trwają od kilku tygodni. Te łzawe rozstania z Mamą, Tatą, Bratem i Dziadkami. Te wizy do odebrania. Te tygodnie spędzone w namiocie. To wszystko napawa mnie przerażeniem.

Chciałabym zostać. Kupić sobie piękny beżowy, wełniany płaszcz, który kosztuje tyle co dwa tygodnie spędzone w podróży. Pójść do kosmetyczki, zrobić finezyjny manicure i założyć buty na obcasie. Kupić dom z widokiem na jabłonie i osiąść w nim na zawsze. A wyjadę i co mnie czeka? Najbrzydsze buty świata, połamane paznokcie i niebieska kurtka przeciwdeszczowa.

Na 10 dni przed wyjazdem widzę wszystko w ciemnych barwach. Najchętniej uciekłabym od tej decyzji, którą podjęłam świadomie lata temu. Wychodzenie ze strefy komfortu, aby spełnić swoje marzenia, boli. Boli cholernie. Stresuje. Budzę się o 4 nad ranem i myślę o wszystkim, co powinnam jeszcze zrobić i o wszystkich, którym muszę powiedzieć coś ważnego. 

Bo co, jak już nigdy ich nie spotkam?

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Pod koniec maja wyprowadzam się z Polski – co prawda nie jadę dookoła świata, ale również lecę spełnić jedno z moich marzeń o mieszkaniu w najpiękniejszym mieście 🙂 Nie muszę, taką mam ochotę, a w zasadzie mamy razem z mężem. Ale przed nami też pakowanie, rozdysponowanie nadmiarowych rzeczy po rodzinie, znajomych i portalach do sprzedaży, sprzedaż samochodu. Moje podekscytowanie jest wymieszane ze strachem – strachem o to czy będzie bezpiecznie w stolicy liberalnego kraju, o to jak sobie poradzimy, i czy nasz plan „jedziemy na rok albo dwa” nie spali się, kiedy nam się spodoba? Też mogłabym zostać, kupić mieszkanie w kamienicy przy ulubionym parku, wpadać do mamy na kawę 2 razy w tygodniu i zapraszać przyjaciół na niedzielne śniadania. Czasem trzeba jednak wybrać jedne plany i marzenia ponad drugie, pamiętając, że nie można mieć wszystkiego.

    • Slomka

      Nie można mieć wszystkiego, to myśl, która mnie ostatnio prześladuje.

      Myślę, że tuż przed spełnianiem swoich marzeń, łatwo byłoby schować się w bezpiecznym domu i uciec przed nimi. U mnie strach przed ich spełnieniem mieszka się z podekscytowaniem. Wiem też, że gdybym się poddała i nie walczyła o ich realizację, żałowałabym tego każdego kolejnego dnia.

      Pochwal się, gdzie się wyprowadzasz? 🙂

  • Ania

    Czuję się trochę spokojniej wiedząc, że nie tylko ja przeżywam takie rozterki w krytycznym momencie 😉 Za 3 tygodnie wyjeżdżamy do Hiszpanii. Zmiana pracy, zmiana życia, wszystkiego, w sumie głównie podyktowana tym, że przecież zawsze chciałam spróbować, a lepszego momentu nie będzie. A im dalej w las tym ciężej, tymbardziej tęsknie za latem spędzonym na działce, za rodzicami, znajomymi…Dużo wątpliwości czy to aby dobra decyzja. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy wiem, że to jest to i, że inaczej będę żałować. Tak więc codziennie stawiam kolejny krok poza strefę własnego komfortu i brnę dalej. Pozdrawiam i trzymam kciuki za gładkie domykanie pozostałych spraw 🙂

    • Slomka

      Mam dokładnie tak samo! Zabawne, myślałam, że mało kto przeżywa taki stres związany z wyjazdem. Większość osób stuka się w głowę, jak o tym opowiadam :).
      Wiem też, że jak tylko znajdę się w pociągu, cały ten stres zniknie i będę czuła, że podjęłam dobrą decyzję.

      Trzymam kciuki za powodzenie Twoich planów i za wytrwałość w najtrudniejszym okresie przed wyjazdem 🙂