O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Norwegia. Biegówki, śnieg i renifery

Choć kilka dni temu rozpoczęła się kalendarzowa wiosna, postanowiłam zabrać Was w podróż do kraju reniferów, biegówek i śniegu.

Mowa o tytułowej Norwegii, oczywiście. Do kraju elfów wybraliśmy się ubiegłej zimy. Marzył nam się domek z widokiem na góry, tony śniegu i narty. Mój ówczesny Narzeczony, teraz Mąż, nie był na urlopie od ponad roku i chcieliśmy wykorzystać ten zimowy do granic możliwości.

Zaszyliśmy się na dwa tygodnie we wsi, około 200 km na północ od Oslo, w domku z naszych snów.

Poszukując chałupy na wynajem mieliśmy z góry ustalone oczekiwania. Nie wyobrażaliśmy sobie pobytu bez: sauny, wielkiego okna z widokiem zapierającym dech, kominka i dobrze wyposażonej kuchni. W gratisie dostaliśmy własną wiewiórkę na podwórku, najwygodniejszą kanapę pod słońcem, hektary pól zasypanych śniegiem i popsuty rozrusznik w naszej starej skodzie (którą się tam wybraliśmy).

Wakacje nie muszą kojarzyć się ze zdjęciami w bikini pod palmą. Można odpocząć też tam, gdzie zamarzają samochody. Uwielbiam wspominać wieczory przy kominku, wcinanie świeżo upieczonego chleba, czy chałki, dokarmianie wiewióry i kilometry przebyte na biegówkach. 

Było strasznie, kiedy nie odkręcaliśmy ogrzewania w samochodzie w obawie przed zamarznięciem silnika.

Było śmiesznie, kiedy odpalaliśmy auto popychając je z górki, bo wymiana rozrusznika w Norwegii okazała się kosztować dokładnie tyle, ile wart jest nasz cały samochód. Było zimno, gdy trasa biegowa miała liczyć 7km, a ostatecznie liczyła 30. Było smacznie wcinać świeży chleb, który wcześniej wyrastał przy kominku. I wreszcie było przyjemnie wylegiwać się w gorącej saunie pachnącej tymiankiem i bazylią.

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!