Podróżuj powoli ze Słomką i Bartkiem
 

Jezioro Khovsgol i dolina Tsagaan Nuur. Jazda konna w Mongolii. Informacje praktyczne

Niedługo miną dwa miesiące naszej podróży. Kawał czasu. Kiedyś, przez cały rok czekaliśmy na dwumiesięczną drogę.

Według planu, to dopiero niewielki początek tego, co przed nami. A jak to będzie? Tego nie wie nikt. Od miesiąca jesteśmy w Mongolii. Przedłużając wizę do kraju stepów myślałam sobie „czy dwa miesiące wystarczą na zwiedzenie tak wielkiego kraju?” Teraz wiem, że zobaczenie choćby połowy Mongolii w ciągu dwóch miesięcy jest niemożliwe. Nie tylko przez jej ogrom, ale i transport, który chyba nigdzie indziej na świecie nie jest tak bardzo dokuczliwy i surowość, której się odechciewa już po kilku tygodniach. Jestem tu i tęsknię za wszędobylskimi chińczykami, śmieszne prawda? Pewnie już po kilku dniach w Chinach będę chciała wracać do surowych Mongołów.

Jeszcze będąc w Polsce miałam świadomość tego, co czeka mnie w Mongolii.

dolina tsagaan nuur

Bartek od lat powtarzał, jak to żałuje, że będąc kilka lat temu w kraju Czyngis-Chana, nie jeździł konno. Tak więc, stało się. Jako zupełnie początkujący jeźdźcy udaliśmy się z Ułan Bator do Moronu, autobusem, który wydawał nam się zupełnie pozbawiony komfortu. Dopiero później miało się okazać, że będzie to jedna z bardziej komfortowych podróży, jakie odbyliśmy w Mongolii! I to w dodatku po asfalcie!

W Moronie Bartek wziął sprawy w swoje ręce i nie zważając na moje pełne łez spojrzenia wynegocjował odpowiednią cenę za dwa tygodnie w siodle. I cóż. Stało się. Nie spadłam z konia. Nie zabiłam się. Koń, zwany Florianem, tylko kilka razy czmychnął przestraszony, poza tym okazał się dość poczciwym zwierzakiem. Wypiłam niezliczone ilości mongolskiego czaju (zioła gotowane na wodzie z dodatkiem mleka i soli), zjadłam ogromne ilości tłustego mięsa jaka i makaronu i spędziłam długie godziny na „nicnierobieniu” w jurtach. O dziwo, okazało się, że jazda konna w Mongolii nie jest wcale taka straszna, konie słuchają się przewodnika (przeważnie) i kurde, jest to naprawdę fajne doświadczenie!

Pokonaliśmy konno około 300 km, do dzisiaj nie wierzę, że udało nam się to zrobić!

Chyba tylko obolałe kostki mi o tym przypominają. Wyruszyliśmy z miasta Chatgal, poszliśmy wzdłuż jeziora i mniej więcej w połowie jego długości (na wysokości wyspy) skręciliśmy w lewo, aby przez przełęcz przedostać się do doliny Tsagaan Nuur. Celem naszej wędrówki była osada Tsataan, na północy doliny. Kilka rodzin zajmujących się hodowlą reniferów mieszka w środku Tajgi w uroczych tipi. Całość zajęła nam czternaście dni, codziennie spędzaliśmy 5-6 godzin w siodle. Było zimno, wietrznie, momentami śnieżnie, ale pusto, cicho i pięknie. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciach.

dolina tsagaan nuur
dolina tsagaan nuur
dolina tsagaan nuur
dolina tsagaan nuur

O dziwo, z całej wyprawy najtrudniejszy okazał się powrót do Moronu. Mniej więcej na środku doliny Tsagaan Nuur pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem i wsiedliśmy do terenowego samochodu, który zawiózł nas do najbliższej wioski, o mega skomplikowanej nazwie … (koszt to 60 zł od osoby…) Tam zjedliśmy obiad u przecudownej Pani Cioci, pewnie również do niej traficie. Polecam zamówić gulasz i chużyr na dalszą drogę! Ale ale… Po licznych minutach spędzonych na dogadywaniu się z miejscowymi Mongołami, zostaliśmy zapakowani do UAZa (40 zł od osoby). Wepchnięto nas tam siłą, inaczej nie byłoby opcji, żebyśmy się zmieścili. Co ciekawe, kiedy byliśmy pewni, że nikt więcej do samochodu się nie zmieści, dopchnięto jeszcze dwie osoby! Na szczęście, na postoju udało mi się rozepchać i zagarnąć kawałek siedzenia. Wcześniej siedziałam w połowie w powietrzu! To wszystko byłoby niczym, gdyby nie fakt, ze podczas całej tej drogi, która trwała od 19 do 7 rano, musieliśmy zapierać się rękami i nogami, aby nie poobijać sobie głów i innych części ciała. Szuter na tej drodze byłby spełnieniem marzeń. Zapach spalin pomieszany z najtańszymi perfumami wystrojonych kobiet jadących do miasta, przyprawiał mnie o mdłości. To była długa noc…

Jazda konna w Mongolii. Informacje praktyczne

Jak zorganizować jazdę konną w Mongolii?

W Mongolii po angielsku (albo po rosyjsku) mówi naprawdę niewiele osób. Plus jest taki, że zwykle pół miasteczka zna tę uzdolnioną osobę i dzwoni do niej w kłopotliwych sytuacjach. Właśnie w taki sposób znaleźliśmy się u Sary w Moronie. Sara prowadzi guesthouse i zajmuje się organizacją konnych wycieczek w regionie. Pewnie ma od tego niezły procent, ale bez jej pomocy, nie byliśmy w stanie zorganizować naszej wyprawy. Myślę, że podobnie to odbywa się w innych miejscowościach.

Ile koni potrzebujesz dla dwóch osób?

Jeżeli wybierasz się na dłuższą wyprawę, będziesz potrzebować trzech koni + koń przewodnika. Jeden koń bagażowy może poradzić sobie z dwoma dużymi plecakami, namiotem, karimatami i workiem z rzeczami przewodnika.

Czy musisz być profesjonalnym jeźdźcom, żeby wybrać się na jazdę konną w Mongolii?

Nie, nie, nie. My myśleliśmy o jeździe konnej już wcześniej, dlatego jeszcze będąc w Polsce wybraliśmy się na kilka lekcji. Był to dobry pomysł, bo choć nie czułam, aby poziom moich umiejętności jeździeckich wzrósł, oswoiłam się z tymi wielkimi zwierzakami.

Jednak, jeśli z koniami nigdy nie było Ci po drodze, nie przejmuj się. Spotkaliśmy Francuza, który nie wiedział nawet jak trzymać wodze, także… Myślę, że każdy sobie poradzi. Mongolskie konie może nie są chowane w najlepszych warunkach, ale są wyjątkowo spokojne i posłuszne.

Jak zachowuje się przewodnik?

Przed wyruszeniem na konie w Mongolii naczytaliśmy się, jak to tutejsi przewodnicy nie zważają na biednych turystów i idą przed siebie, zostawiając ich na pastwę konia i stepu. Oczywiście, okazało się nie mieć to nic wspólnego z prawdą! Nasz przewodnik przez kilka pierwszych dni pomagał mi poradzić sobie z koniem, szedł na tyle wolno, abyśmy mogli trzymać się razem, pozwalał brać konia i jeździć wieczorami, jeśli tylko mieliśmy na to ochotę. Konie słuchały się przewodnika dużo bardziej, niż te na których jeździliśmy w Polsce.

Nasz przewodnik, nazwany przez Sarę osobą ze znajomością medium english, potrafił powiedzieć dosłownie kilkanaście słów po angielsku. Byliśmy w stanie się dogadać, ale nieraz wymagało to wielu nerwów.

Przewodnik, też człowiek i wypić lubi. Kiedy ma sposobność popić z miejscowymi, zrobi to, a na drugi dzień kac utrudni mu osiodłanie Twojego konia. Miej to na uwadze i obróć w żart. Nie ma sensu kłócić się z Mongołami.

Ładowanie baterii

Wybierając się na konie nie mieliśmy pojęcia, jak tutejsi ludzie radzą sobie z elektrycznością. Z góry założyliśmy, że pewnie naładować baterii nie będziemy mieli gdzie i wszystkie potrzebne kabelki zostawiliśmy w mieście. Kiedy po tygodniu bateria w naszym aparacie padła, byliśmy zdruzgotani. Bartek próbował różnych sztuczek i popisywał się przed miejscowymi wątpliwą znajomością elektryki, jednak udało mu się tylko doszczętnie rozładować baterie. Na szczęście w miejscowości Tsagaannuur znalazł się miejscowy Wujaszek Łukaszek, który naładował naszą baterię do aparatu. Ludzie mieszkający w jurtach mają nawet telewizory! Możesz więc spokojnie zabrać swoją ładowarkę do telefonu lub aparatu, a najlepsza będzie ładowarka akumulatorowa.

Która część pokonanej przez nas trasy była najładniejsza?

Nie masz dwóch tygodni, a chciałbyś pojeździć konno i zobaczyć piękną stronę Mongolii? W takiej sytuacji zrezygnuj z oglądania jeziora Khovsgol i pojedź do doliny Tsagaan Nuur. Chociaż przewodnik Lonely Planet mówi inaczej, to dolina Tsagaan Nuur jest totalnym ‚must see’ w Mongolii. To jedno z piękniejszych miejsc, jakie widzieliśmy w życiu. Możesz w obie strony dojechać marszrutką (chociaż nie będzie to miłe przeżycie) i już na miejscu pójść na kilkudniową wędrówkę w siodle. Fajną opcją jest wybranie się do osady Tsataan, gdzie nie sposób dostać się inaczej, niż na koniu lub reniferze. Dojście z miejscowości Tsagaannuur do osady zajmie Ci około dwóch dni. Wraz z nastaniem cieplejszych dni hodowcy reniferów przemieszczają się w głąb tajgi, więc najbliżej jest do nich wczesną wiosną lub jesienią. W osadzie Tsataan możesz spędzić kilka dni mieszkając w tipi, jeżdżąc na reniferze i popijając mleko… renifera właśnie :).

Ile to kosztuje?

Za dwa konie, przewodnika z koniem i konia jucznego płaciliśmy w przeliczeniu, około 200 zł za dzień (cena uzyskana po negocjacjach, przed sezonem). Nocleg w jurtach to zwyczajowo około 20 zł od osoby, w cenę wliczona jest mniej lub bardziej skromna kolacja i śniadanie. Bądź przygotowany na spanie z całą rodziną Mongołów, od 3 do 15 (!) osób, prawdopodobnie będziesz spał na podłodze. Namiot można rozstawiać wszędzie, oczywiście za darmo. Jednak jeśli wybierasz się w podobnym okresie, jak my (koniec kwietnia, początek maja), weź pod uwagę, że w jurcie będzie dużo cieplej.

kuchnia w mongolii

Co z jedzeniem?

Poza sezonem trzeba zrobić naprawdę duże zapasy. Co prawda, można je uzupełnić po tygodniu w małej wiosce, ale nie będziemy tam w stanie kupić wszystkiego. Jeśli będziecie nocować w jurtach, na pewno zostaniecie ugoszczeni. Jednak z jedzeniem w jurtach bywa różnie, wszystko zależy od szczęścia. Trafialiśmy na wielką wyżerkę, ale było i tak, że rozważaliśmy jedzenie zupek chińskich (zwykle jednak było nam niezręcznie, obawialiśmy się, że zawstydzimy gospodarza). Nastawcie się na duże ilości tłustego mięsa, tłuste mączne placki lub makaron. Warzyw, poza śladową ilością marchewki i ziemniaków, raczej nie uświadczycie. Miejcie na uwadze, że jeśli osoba organizująca waszą wycieczkę mówi, że codziennie będziecie nocować w jurtach, nie zawsze musi to być prawda. Sara mieszkająca w Moron nie miała pojęcia, że pod koniec kwietnia wiele jurt nie jest jeszcze rozstawionych i pewnie, gdybyśmy się jej w pełni posłuchali, przymieralibyśmy głodem.

Co warto ze sobą zabrać?

Jedzenie, wiadomo. Zabraliśmy ze sobą: 3 kg ryżu, 1 kg kaszy jaglanej, 1 kg płatków owsianych, kilka opakowań suszonych warzyw, kostki rosołowe, 5 cebul, 4 główki czosnku, 6 opakowań suszonej wołowiny (100g), 15 czekolad, 4 opakowania wafelków, ciastka, cukierki, 0,5 kg orzeszków ziemnych, 0,5 kg rodzynek, 30 dg suszonych moreli, 30 dg suszonych jabłek, 20 dg suszonych daktyli. Przewodnik dorzucił od siebie suszone mięso jaka (do kupienia w jurtach i na bazarze), olej do smażenia cebuli i tonę herbatników.

Dużo ciepłych ubrań. Mongolski del, który prawdopodobnie zaproponuje Ci przewodnik, będzie śmierdział okropnie, ale żadne inne ubranie nie sprawdzi się podczas jazdy konnej równie dobrze. Pamiętaj, że w siodle raczej nie wykonujesz ruchów, więc nie będziesz miał okazji się rozgrzać. Jeśli wybierzesz się poza sezonem, tak jak my, będzie okropnie zimno.

Karta z mongolskim numerem może okazać się przydatna. Kiedy nie sposób dogadać się z przewodnikiem dobrze jest móc zadzwonić do osoby odpowiedzialnej za naszą wycieczkę. My wybraliśmy sieć Unitel, ale w północnym rejonie dużo lepiej sprawdza się operator G-mobile. Nasz przewodnik miał zasięg praktycznie wszędzie, podczas gdy my łapaliśmy go sporadycznie. Miejscowi nie są skorzy do użyczania swoich telefonów! To pewnie wina dość wysokich cen za połączenie.

jezioro khovsgol
jezioro khovsgol
dolina tsagaan nuur
osada tsataan mongolia
dolina tsagaan nuur
jazda konna w mongolii
jezioro khovsgol

Podobało Ci się? Chciałbyś zapytać o coś, o czym nie napisaliśmy? Chciałbyś pojechać do Mongolii, ale nie do końca wiesz, jak to zorganizować? Napisz do nas albo zostaw komentarz! Postaramy się podzielić naszymi doświadczeniami i pomóc uniknąć błędów, które sami popełniliśmy.

O TRAVEL SLOW

LISTY OD B.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • 300km na koniu? Nie jeżdżąc wcześniej? Podziwiam! Ciekawe, jak zmieniają się perspektywy, kiedy człowiek musi wyjść ze swojej strefy komfortu. Nagle autobus, który pewnie nawet w Polsce zostałby wycofany z usług, okazuje się luksusem 🙂

    • Slomka

      Oj zmieniają się perspektywy, zmieniają… To była jedna z najgorszych nocy w moim życiu 😀 serio 😀

      Perspektywa spędzenia 300 km na koniu bardzo mnie przerażała… Gdyby nie mój Szalony Mąż, nigdy bym się na coś takiego nie zdecydowała 😀

      Pozdrawiam serdecznie!

  • makate

    Niesamowite! Jak pierwszy raz przeczytałam że będziecie jechać konno to zastanawiałam się jakie to musi być wyzwanie, jak to w ogóle możliwe, a przede wszystkim uznałam, że na pewno macie ogromne doświadczenie konnej jazdy 🙂 gratuluję odwagi!!