O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Jeden dzień z kursu jogi w Indiach

Dokładnie tydzień temu rozpoczęliśmy spełnianie jednego z moich marzeń, czyli kurs jogi w Indiach! Wybraliśmy ten na Goa, nad Oceanem Indyjskim, głównie ze względu na sezon, który dopiero się tutaj zaczyna, a w górach już się skończył. No i mamy trochę dosyć gór. Bo ponad pół roku w nich spędzone to dość :D, nawet dla górskich maniaków. Nasz kurs to kurs nauczycielski, a więc teoretycznie po jego zakończeniu możemy prowadzić zajęcia… Ale obydwoje wiemy, że przed nami długa droga. Póki co, koncentrujemy się na pracy z własnym ciałem i pomaganiu sobie nawzajem w pogłębianiu pozycji. Nasza szkoła prowadzi kursy Hatha jogi oraz jogi Ashtanga Vinyasa. My, po konsultacji z nauczycielem, wybraliśmy Hatha jogę, która jest łatwiejsza dla osób początkujących i mniej rozciągniętych. Szkołę poleciła nam Patrycja z bloga joginka.pl.

Przed zapisaniem się na kurs, długo szukałam odpowiedzi na pytanie, jak właściwie wygląda jeden dzień takiego kursu.

Wszędzie znajdowałam tylko plany zajęć, ale większość z nich niewiele mi mówiła. Pomimo tej niewiedzy postanowiliśmy zaryzykować i wpłaciliśmy zaliczkę właściwie nic nie wiedząc :D. Czy była to dobra decyzja, powiem Wam za trzy tygodnie. Tak czy siak, postanowiłam napisać, jak taki przykładowy dzień wygląda u nas. Plan zmienia się w każdym tygodniu. Przez pierwsze kilka dni mieliśmy więcej zajęć praktycznych, później dodano nam filozofię, a od dzisiaj zaczynamy techniki nauczania. Pewnie rozkład ćwiczeń różni się w zależności od szkoły, prowadzących i pory roku.

Na pewno napiszę post dokładnie opisujący cały kurs, a może nawet zorganizuję live na ten temat. Jeśli macie konkretne pytania o kurs jogi, piszcie, na pewno spróbuję na nie odpowiedzieć. No i teraz mam najlepszą możliwość dopytania prowadzących o wszystkie trapiące Was kwestie :).

Indie, Goa

Jeden dzień z kursu jogi

Dzisiaj jest wtorek, pobudka o 5.35.

Za oknem zupełnie ciemno. Słychać szum fal, pianie kogutów i ujadanie bezpańskich psów. Biorę szybki prysznic, mata w dłoń i maszeruję na salę do ćwiczeń. O 6.00 zaczyna się Pranayama, czyli techniki oddychania, które trwają 45 minut. W międzyczasie wstaje słońce i wieje przyjemny (jeszcze!) wiatr.

Po zajęciach czas na śniadanie.

Wykupiliśmy kurs ze śniadaniem, na które serwują owsiankę z owocami, tosty, jajko, czasem dosę (naleśnik z ryżu i soczewicy) albo inny, hinduski przysmak. Najedzona pędzę do pokoju. Przede mną upragniona godzinna przerwa, w czasie której zazwyczaj wracam do pokoju na drzemkę.

Człowiek zdąży zamknąć oczy, a tu już trzeba wstać, założyć sportowy strój i iść na hathę. 

Hatha to styl jogi, który tutaj praktykujemy i z którego zostaniemy nauczycielami. Poza tym w naszej szkole można uczyć się Ashtangi Vinyasa, ale to jest opcja dla osób zdecydowanie bardziej zaawansowanych. Ćwiczenia trwają półtorej godziny. Po zajęciach biegnę szybko do pokoju, aby wziąć szybki prysznic i wracam na salę, bo już o 10.30 zaczyna się medytacja.

Medytacja, to jest dopiero sztuka.

Próbuję z całych sił skoncentrować się na oddechu i nie myśleć o niczym, ale, jak na złość, co chwila przed oczami staje mi ciastko, które chciałabym zjeść, pies, który miał zamiar mnie ugryźć i tysiąc innych rzeczy, które mi się przydarzyły w ostatnim czasie.

No i okazuje się, że to już koniec medytacji, a ja nawet nie zdążyłam się skupić!

Ale nie ma co się nad tym zastanawiać, bo już pora na metodologię. 

To nic innego, jak przerabianie każdej asany krok po kroku. Uczymy się, jak prawidłowo je wykonywać, jak korygować pozycje i jak pomagać osobom początkującym, jeśli będziemy prowadzić zajęcia.

Uff w końcu czas na upragniony lunch!

Jak każdego dnia, jestem okropnie głodna. Niestety, nie czeka na mnie nic smacznego. Znowu dal (soczewica), potrawka z warzyw, pęczak (ile można jeść pęczak?) i chapati. Nie mogę jednak narzekać. Wszystkim smakuje, a i ja jestem tak głodna, że zajadam.

Objedzona wracam na chwilę do pokoju zamknąć oczy dosłownie na sekundę. 

Przecież zaraz trzeba znowu pędzić na self study, powtarzać poszczególne asany i utrwalać swoją wiedzę… Ale zaraz później będzie yoga nidra, czyli inaczej joga snu. I to jest właśnie to, co uwielbiam :). Leżę na macie, mam zamknięte oczy i jedyne co mam robić, to próbować nie usnąć. Oczywiście w wielkim uproszczeniu :).

Zrelaksowana mogę zaczynać filozofię.

To jedne z zajęć, na które najbardziej się cieszę. Od lat bardzo interesuje mnie filozofia poszczególnych religii i wreszcie mam okazję zgłębić hinduizm i buddyzm na odpowiednim poziomie :).

Ale filozofia to jeszcze nie koniec dnia.

Zaraz po niej, dosłownie pięć minut później, zaczynamy kolejną hathę, czyli zajęcia praktyczne. Trzy godziny treningu to dużo, ale ta popołudniowa praktyka daje mi niesamowicie dużo relaksacji. No i po takim wysiłku śpię mocno, jak nigdy :).

Teraz czas na najprzyjemniejszą część dnia.

Tylko szkoda, że jest już po 18 :D. Można w końcu pójść na plażę, zobaczyć zachód słońca, albo w spokoju i poczuciu dobrze wykorzystanego dnia, położyć się na łóżku lub usiąść na tarasie. O 19 czeka mnie jeszcze kolacja (podobna do lunchu), później spacer po plaży i czas do łóżka. W końcu jutro znowu trzeba wstać o 5.35…

Indie Goa

To tylko przykładowy opis naszego jogowego dnia. Tak jak pisałam, plan się zmienia, każdy tydzień jest skoncentrowany na innych umiejętnościach. Codziennie uczymy się ogromnej ilości nowych rzeczy, pracujemy nad swoimi ciałem, uczymy się nad nim pracować, pogłębiamy swoją wiedzę o różnych jego elementach, próbujemy pootwierać biodra i inne nieznane do tej pory jego części :D.

 

Daj znać, jeśli masz jakieś pytania co do naszego kursu jogi. Spróbuję na nie odpowiedzieć w kolejnym poście lub w nagraniu na żywo. Chciałabym pomóc Ci spełnić marzenie o jodze w Indiach 🙂 A jeśli podobał Ci się ten wpis, daj znać w komentarzu lub podaj go dalej. Zawsze miło zobaczyć, że ktoś tu jest i czyta moje wypociny :). 

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Wow, nie wiedziałam, że te kursy są takie intensywne! Ja walczę, żeby wejść w zdrowy tryb życia i na razie wybieram się na jogę…w Krzeszowicach 😉

    • Kursy są intensywne, w końcu po ukończeniu możesz zostać nauczycielem! 🙂 Trzymam kciuki, joga w Krzeszowicach też może być fajna! Uważaj na stanie na głowie 😛