Podróżuj powoli ze Słomką i Bartkiem
 

Jak wyrobić wizę do Rosji i nie zwariować?

Kiedy czytasz ten wpis, my najprawdopodobniej siedzimy już wygodnie w transsibie lub zmierzamy marszrutką w kierunku wyspy Olchon. Jednak, jeszcze dwa tygodnie temu, nasz wyjazd do Rosji stał pod znakiem zapytania.

Planu „B” oczywiście nie mieliśmy. Bądź co bądź, trudno jest dostać się do Mongolii drogą lądową pomijając Rosję. Okazało się, że zdobycie wizy do kraju Putina nie jest już takie proste, jak było kilka lat temu, gdy byliśmy tu ostatni raz. Ambasadę odwiedziłam jakieś 6 razy, centrum wizowe cztery, w międzyczasie wykonałam kilkanaście telefonów do biura podróży, które wyrabiało dla nas vouchery, a dwa razy musiałam zamawiać je od nowa… Wszystko to działo się głównie z powodu chęci zaoszczędzenia pieniędzy.

Zastanawiasz się, jak dostać wizę do Rosji i nie zwariować?

1 Przede wszystkim, jeśli kuszą Cię zaoszczędzone dwie stówki, zastanów się kilkakrotnie, czy na pewno są warte obgryzionych paznokci, palpitacji serca i wrzodów na żołądku. Nie? W takim razie biegnij do biura podróży. Wszystko zrobią za Ciebie, Twoim zadaniem będzie jedynie opłacenie należnej kwoty i dostarczenie paszportu.

2 Dwie stówy to za dużo? Uderz do Rosyjskiego Centrum Wizowego. Za złożenie dokumentów zapłacisz 110 zł od osoby, ale warto! Dzięki temu unikniesz długiego okresu oczekiwania na wizytę w ambasadzie, a i samo otrzymanie wizy okaże się dużo prostsze!

3 W Twoim portfelu wieje, a nawet jeśli banknoty się z niego wysypują, wolisz zostawić je dla siebie? W takim razie jedynym wyjściem z tej sytuacji będzie załatwienie wizy samodzielnie. Czego będziesz potrzebował? Przyda się voucher z rezerwacją hotelową na cały okres pobytu (możesz bez problemu zrobić ją sam za pomocą portali, które to umożliwiają) oraz wypełniony wniosek wizowy. Pamiętaj, aby odpowiednio wcześniej zapisać się do internetowej kolejki! Okres oczekiwania na swoją kolej to 2-3 tygodnie! Chcesz otrzymać wizę na okres dłuższy, niż 2 tygodnie, ale nie masz potwierdzonych rezerwacji hotelowych? Może okazać się, że nie będzie to takie proste!

Którą opcję wybraliśmy?

Oczywiście, opcję trzecią. Doświadczenie w zdobywaniu rosyjskiej wizy już mieliśmy (a przynajmniej tak nam się wydawało), wolny czas powiedzmy się znalazł, więc dlaczego mieliśmy skorzystać z jakiejkolwiek pomocy?

Nasza droga do zdobycia rosyjskiej wizy trwała jakieś dwa miesiące.

Najpierw wybrałam się do centrum wizowego. Na miejscu okazało się, że za ich pośrednictwo należy zapłacić, dlatego zabrałam nasze dokumenty i postanowiłam umówić się na spotkanie w ambasadzie. Mogłam zaoszczędzić 200 zł! W międzyczasie wyrobiłam dwie inne wizy, aż nadeszła moja wizyta w ambasadzie, która trwała… może 3 minuty. Dowiedziałam się, że w przypadku trzydziestodniowego pobytu należy pokazać potwierdzenie opłaty za połowę noclegów… Tutaj pojawił się problem, noclegi zarezerwowane mieliśmy jedynie na trzy pierwsze dni. Niestety, ambasada nie bierze pod uwagę możliwości spania w namiocie. Problem pojawił się również wtedy, gdy postanowiliśmy dostosować swoje plany do ich wymagań. Zrezygnowaliśmy z noclegów w namiocie. Obdzwoniłam kilkanaście hoteli w Rosji, niestety, żaden z nich nie zgodził się na opłacenie pobytu z góry. Dziwne, prawda? Na hasło przelew, potwierdzenie dla ambasady, chęć pomocy umierała. Wydrukowaliśmy więc najzwyklejsze rezerwacje hotelowe z booking.com, wyrobiliśmy nowy voucher i poszliśmy na kolejne spotkanie w ambasadzie. To trwało jeszcze krócej… Zrezygnowani, opadnięci z sił, postanowiliśmy po raz trzeci zmienić nasz voucher i skrócić pobyt do dwóch tygodni. W przypadku takich wyjazdów potwierdzenie płatności za hotele nie jest wymagane… Udało się! Dostaliśmy wizę do Rosji. Ale po co to wszystko? Gdybym nie poszła drogą ku oszczędzaniu pieniędzy, moja wiza znalazłaby się w paszporcie jakieś półtora miesiąca wcześniej, a i nerwy byłyby w lepszym stanie…

Czy faktycznie udało nam się zaoszczędzić pieniądze?

Na dwa nowe vouchery wydaliśmy 100 zł, kolejne dostaliśmy gratis od biura podróży. Jeśli skorzystalibyśmy z usług centrum wizowego, wydalibyśmy 220 zł.

Wolałabym wydać 120 zł więcej, spać spokojnie, mieć długie paznokcie i nienadszarpnięty zapas melisy. Słomka vel Słomkelho.

[/vc_column]

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!