O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Dzienniki z Indii cz.3

Kartki z pamiętnika. Dzienniki z Indii cz.3

Jesteśmy w Indiach już ponad dwa miesiące. Nie jest łatwo. Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że to najtrudniejszy kraj w jakim byliśmy do tej pory. Doświadcza nas na wiele różnych sposób. Jeśli los chce zniechęcić nas do podróżowania, to muszę przyznać, że jest na dobrej drodze. Ale przeczytajcie sami dzienniki z Indii cz.3 i zobaczcie, co u nas słychać.

10.10.2017

Zmiany planów potrafią uzdrawiać, naprawdę. Odkąd postanowiliśmy zrezygnować z Nepalu, obydwoje czujemy się dużo lepiej. Chyba po prostu za dużo już gór w tej podróży. Chociaż góry szczerze kochamy, czujemy przesyt. Cieszymy się na myśl o Indiach Środkowych i o Goa. Potrzebujemy odpoczynku na plaży. Dzisiaj będziemy spać u polsko-hinduskiej rodziny! Nie możemy się doczekać.

12.10.2017

Wczoraj mieliśmy najlepszy dzień w Indiach. Polska gościna to dokładnie to, czego potrzebowaliśmy. Wstaliśmy o piątej rano, aby obejrzeć Taj Mahal o wschodzie słońca. Muszę przyznać, że wzbraniałam się przed przyjeżdżaniem do Agry po to, aby oglądać ten cud świata. Właściwie znaleźliśmy się tutaj tylko ze względu na nieustępliwość Bartka. Ale jestem pod ogromnym wrażeniem i niczego nie żałuję. W internecie można znaleźć wiele negatywnych opinii na temat Taj Mahal… Nie oszukujmy się, jest to jedno z bardziej turystycznych miejsc. Jednak mimo to ma swój klimat. No i jest czyste, co w Indiach również wzbudza zachwyt.

Jedliśmy też pyszny lunch w Marriocie, na który zostaliśmy zaproszeni przez naszych gospodarzy. Jak dobrze od czasu do czasu zjeść coś pysznego!

I spektakl opisujący powstanie Taj Mahal zrobił na nas duże wrażenie. Podobał nam się, to jedno, ale sama możliwość przebywania w teatrze po kilkumiesięcznej przerwie, sprawiła mi ogromną przyjemność.

22.10.2017

Jak to się stało, że minęło tyle dni, a ja nic nie napisałam?

Wczoraj dojechaliśmy na Goa. Po prawie 7 miesiącach podróży w końcu założyłam swój strój kąpielowy, który zalegał w plecaku. Cały czas nie dochodzi do mnie, że to już czas na relaks. Przez ostatnie 6 dni pokonaliśmy 2000 kilometrów, przejechaliśmy całe Indie Środkowe, a ja nie zapisałam z tej podróży ani słowa.

Indie nas zaskoczyły.

Pozytywnie.

Po ciężkich przeżyciach na północy kraju i szczerej nienawiści, jaka się we mnie pojawiła, muszę napisać, że powoli zaczynam kochać ten chaos.

Indie to wolność. W każdym tego słowa znaczeniu, niekoniecznie pozytywnym.

O ile w Chinach mi tego typu wolności brakowało, o tyle w Indiach jest jej aż nadto.

Kilkakrotnie porównywaliśmy z Bartkiem Indie do Chin, bo oba kraje wydaję nam się trudne, bardzo różniące się kulturowo od Europy. Zarówno podróżowanie po Chinach, jak i po Indiach męczy, ale mimo wszystko Indie mają więcej plusów. No może poza jedzeniem.

23.10.2017

Dzika plaża, według hindusów, to plaża oddalona od centrum o 5 minut drogi. Pełno na niej śmieci i beach barów…

No cóż. Staram się patrzeć wybiórczo (swoją drogą, hindusi są w tym mistrzami!) i cieszyć piaskiem, szumem fal, słońcem, wiatrem, palmami pełnymi kokosów…

W końcu przez najbliższy miesiąc to miejsce będzie naszym domem.

24.10.2017

6 rano. Na podwórku, tuż pod oknem, koguty i świnie szaleją. To ich ulubiona pora dnia. Nawet nie wiedziałam, że świnie mogą aż tak hałasować.

Jak zawsze, tuż przed zrobieniem czegoś nowego, tuż przed spełnieniem jakiegoś marzenia, pojawia się we mnie szereg wątpliwości.

Po prostu, najzwyczajniej w świecie, boję się, że na kursie jogi mi się nie spodoba (o ironio… gdybym wtedy wiedziała, co mnie czeka po tygodniu kursu… przyp. Autor, 3.11.2017).

Indie, Varanasi

03.11.2017

Słowa – Jeśli chcesz rozśmieszyć boga, opowiedz mu o swoich planach – nie przestają brzmieć w mojej głowie.

Kurs jogi się dla mnie skończył, tak szybko, jak się zaczął. Czas pożegnać się z tym marzeniem, przynajmniej na jakiś czas.

Upadłam, tak głupio upadłam i nie mogę sobie tego darować.

Od zawsze miałam problem z balansowymi pozycjami. W szkole bałam się robić fikołki, na jodze unikałam robienia świecy, stania na głowie, mostka… Jednak cały czas bardzo chciałam nauczyć się wykonywać te asany, przełamać swój strach. Zapisując się na kurs miałam w tyle głowy plan: nauczyć się świecy i stania na głowie.

Teraz tak żałuję, że nie wsłuchałam się w to, co mówiło moje ciało. Zamiast tego, chciałam z nim zawalczyć, bo wydawało mi się, że wiem lepiej.

Upadłam podczas wykonywania pozycji stania na głowę. Złamałam ząb obrotnika, miejsce, które najczęściej zostaje złamane podczas skoków na główkę albo wypadków motocyklowych, po których tak wiele osób zostaje sparaliżowanych. I mi niewiele zabrakło. Lekarz powiedział, że miałam sporo szczęścia. Świadomość tego sprawia, że czuję ogromną wdzięczność i dziękuję bogu, losowi, energii (wybierz odpowiednie słowo) za to, że jest jak jest. Chociaż jest słabo. 4 tygodnie w kołnierzu na szyi przez 24 godziny na dobę to nic miłego.

Nagle tak odległa myśl, że mogłabym nie móc chodzić, stała się tak bliska. Podziwiam wszystkich, którzy doświadczyli tak ogromnej straty, jaką jest utrata sprawności i nadal żyją. To musi być ogromne wyzwanie, trudne do ogarnięcia umysłem człowieka, który nigdy tego nie przeżył.

06.11.2017

Czy nie jest ironią losu fakt, że od zawsze marzyłam o tym, aby spędzić listopad w ciepłym kraju, a jak już w nim jestem, nie mogę nawet wyjść na plażę?

Kolejny raz przekonuję się, że podróż to nie wakacje. Podróż to życie.

Indie, Goa

A Ty, jakie masz doświadczenia z długiej podróży? Czy w ogóle możliwa jest długa podróż bez tego rodzaju przygód? I czy nie wydaje Ci się, że cztery wizyty w szpitalu w ciągu dwóch miesięcy to aż nadto? 

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Cztery wizyty to jednak sporo. Mnie podczas mojej dotychczas najdłuższej podróży napadli. W kilka dni po rozpoczęciu wyprawy. Straciłem trochę czasu, pieniędzy, nerwów oraz poczucie bezpieczeństwa. Mimo to nie poddałem się i w końcu osiągnąłem cel. Cel, który był bardzo odległy. Tobie życzę odzyskania równowagi oraz stabilnej szyi.
    Pozdrawiam 🙂

    • Napaść w kilka dni po rozpoczęciu wyprawy, to nie brzmi dobrze. Udało Ci się odzyskać stracone pieniądze, czy nie było na to szans?
      Podziwiam wytrwałość! Też mieliśmy kiedyś przygodę z napaścią, więc wiem, jak to potrafi zaburzyć równowagę…
      Odzyskanie równowagi i chęci do dalszego działania wydaje mi się najtrudniejsze, ale daję sobie czas 🙂

      Pozdrawiam!

  • Ucieka szybciej, niż byśmy sobie tego życzyli 😛