O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Słomkowy pamiętnik. Dzienniki z Indii cz.2

Kartki z pamiętnika. Dzienniki z Indii

Nie byłam pewna, czy publikować te dzienniki. Przede wszystkim, jak zwykle pojawiają się z dużym opóźnieniem i pisałam je nie mając zupełnie humoru. Jednak, podróż to nie tylko uśmiech i zadowolenie, więc niech będzie tego dowód i tutaj.

15.09.2017

Dzisiaj jest ten dzień, kiedy bardzo bym chciała wrócić do domu. Dzień, kiedy mam szczerze dosyć tej podróży. Mąż mój leży jak zwłoki, zatruty jakąś bakterią, robalem, czy pasożytem. Ja się wcale super nie czuję, katar leci mi z nosa, a i w brzuchu dzieją się różne rewolucje. Pomimo tego, wcinam hinduskie digestivy, żeby poczuć się chociaż trochę, jak w domu. Wszystko wskazuje na to, że przede mną kolejna nieprzespana noc, bo tuż nad nami ktoś sobie codziennie dyskoteki do 2 w nocy urządza. Może i fajni są Ci hindusi, ale cisi i spokojni to raczej nie. Na dodatek wiem, że i tak wszyscy mi zazdroszczą, bo przecież spełniam swoje marzenia, więc tylko pukają się w głowę i mówią: „kobieto, to przejdzie, ciesz się podróżą”. Ale jak mam się cieszyć, jak za przeproszeniem sraczka prześladuje nas od tygodni?

Dzisiaj pierwszy raz odwiedziliśmy hinduski szpital. Może i było w nim miło, ale brudno też. Na szczęście igły i rękawiczki były jednorazowe (dopytywaliśmy!). Bartka położyli na łóżko, na prześcieradle z zaschniętą czyjąś krwią (a jakże!).

17.09.2017

Od 6 dni siedzimy w Manali i próbujemy dojść do siebie. Grypa i zatrucie pokarmowe dały nam się ostatnio we znaki…

Od kilku dni marzę o Europie, marzę o jedzeniu w restauracji bez obaw o zatrucie, marzę o wodzie butelkowej zamkniętej oryginalnie w butelce (bo to nie jest takie oczywiste!)… Taka tam mała potrzeba normalności i luksusu. No, ale bądźmy tu i teraz! (swoją drogą, to dla mnie wciąż nieosiągalna sztuka…) Dzisiaj nie lubię hindusów, ale spokojnie, pewnie za pięć minut już mi się to zmieni :).

Jak tu ufać hindusom? Jeśli poprosisz w hotelu o papier toaletowy, wiedz, że nigdy go nie dostaniesz, chociaż hindus z uśmiechem na ustach odpowie „of course, no problem sir”.

Ladakh

22.09.2017

Udało się! Od dwóch dni jesteśmy w Lehu, stolicy Ladakhu! Za nami trzydniowa droga przez góry, pokonane trzy przełęcze, w tym jedna na 5360 metrów i nocleg na 4600. Każdy spotkany Hindus powie Ci, że droga z Manali do Leh to jest coś, co człowiek powinien zrobić przynajmniej raz w życiu. Teraz to samo powiemy każdemu i my :). Zresztą Bartek już obwieścił, że chciałby pokonać tę drogę jeszcze raz. Tym razem na początku sezonu, kiedy tunele śnieżne potrafią liczyć nawet kilka metrów. Teraz śniegu nie było w ogóle, a przeprawy rzeczne, o których naczytaliśmy się sporo, właściwie nie istniały.

Padł nam jeden amortyzator w motocyklu, co chyba nikogo nie dziwi, biorąc pod uwagę nasz ciężar.

Dzisiaj zjadłam całkiem niezłą pizzę. Ostatnio przestawiliśmy się na europejską kuchnię. Oboje nie możemy już patrzeć na soczewicę, masalę i thali… Wiecie, że hindusi uważają, że soczewica jest dobra na wszystko? Boli Cię brzuch, zjedz soczewicę. Masz wzdęcia, zjedz soczewicę. Boli Cię głowa, zjedz soczewicę. A ja się pytam, ile można? 🙂 Kiedy Bartek miał utrzymywać dietę lekkostrawną po zatruciu, w hotelu zaproponowano mu oczywiście soczewicę, z całkiem sporym dodatkiem chili i masali, a jakże :D.

23.09.2017

Ladakh to jedno z ładniejszych miejsc, w jakich byłam.

Wiecie, że jabłka w Ladakhu smakują prawie tak samo, jak nasze, polskie? Jakie to przyjemne uczucie, poczuć smak domu, tysiące kilometrów dalej.

Cierpimy na brak internetu. Ten w naszym telefonie oczywiście nie działa, poszedł sobie gdzieś razem z zasięgiem telefonicznym. W całym mieście nie ma też wifi, a kawiarenki internetowe służą tylko do korzystania z komputerów. Znaleźliśmy budkę telefoniczną, śmieszną konstrukcję, która wygląda, jak telefon stacjonarny, a po wykonanej rozmowie drukuje paragon :D. Rozmawiając, czułam się trochę tak, jakbym cofnęła się o trzydzieści lat.

26.09.2017

Wciąż jesteśmy w okolicach Lehu. Bartek złapał kolejną bakterie. Niedziela w szpitalu, to jest to co uwielbiam…

Nie podoba mi się ta strona podróżowania…

Ladakh

29.09.2017

Mąż zdrowieje.

Staramy się otwierać na hindusów i chociaż trochę przybliżyć się do zrozumienia ich mentalności. Okazuje się, że są całkiem sympatyczni i pomocni, jeśli nawiążesz z nimi jakąkolwiek relację. W przeciwnym wypadku stanowisz dla nich tylko nic nieznaczące tło. Tłum, który jest jedną zlewającą się masą.

Ogromnie cieszę się, że zrezygnowaliśmy z jazdy rowerem po Indiach. Jest tutaj tyle dzikich psów, bezpańsko szwędających się po miastach, że pewnie panikowałabym przy każdym kręceniu pedałem.

02.10.2017

No i mamy październik.

Prawie pół roku w podróży.

Widziałam dzisiaj martwą krowę. Wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć. Widać krowy w Indiach są święte tylko za życia.

Dzisiaj pierwszy raz jechaliśmy po ciemku. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie trafił nam się najtrudniejszy odcinek trasy do pokonania. Droga wyciosana w skale.

Pękł nam bagażnik. W sumie, co się mu dziwić, jak napakowaliśmy na niego tyle kilogramów?

03.10.2017

Zimno mi.

Za oknem nareszcie zielono.

Ladakh

Jak Ci się podoba taka forma wpisów? Jeśli jesteś ciekawa/ciekawy tego, co działo się u nas wcześniej, zajrzyj do poprzednich dzienników z Indii [KLIK]. Od opisywanych tutaj wydarzeń minął już miesiąc (!), sporo się zmieniło, przejechaliśmy całe środkowe Indie, znaleźliśmy się na Goa i zaczęliśmy miesięczny kurs jogi. W pamiętniku czeka trzecia i czwarta część dzienników, będę nadrabiać zaległości! 🙂 Daj znać, jeśli chciałabyś/chciałbyś dowiedzieć się czegoś konkretnego o Indiach. Jeszcze trochę tutaj pobędziemy 🙂 

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Joanna

    Może głupie pytanie – ale w jaki sposób zaraził się Twój mąż?

    • Najprawdopodobniej dwukrotnie były to jajka. Objawy przypominały salmonellę, przynajmniej za drugim razem.
      Niestety, ale często w jajecznicy znajdowaliśmy kawałki skorupki, a sadzone bywały niedosmażone. Odkąd nie jemy jajek, nie ma problemów.

  • Paulina Michalska

    Dobrze wiedzieć, że żyjecie w końcu! 🙂 Objawem życia są posty 😀