O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Dlaczego przestaliśmy podróżować niskobudżetowo?

Na swoim koncie mamy wiele autostopowych, naprawdę niskobudżetowych podróży. Potrafiliśmy podróżować przez 3 miesiące, mając 1000 zł na osobę na miesiąc i czasem nawet zaoszczędzić! Dlaczego zrezygnowaliśmy z takiego sposobu podróżowania?

Zanim odpowiem Wam na to pytanie, zobaczcie, czym było dla nas podróżowanie niskobudżetowe:

Wydawaliśmy pieniądze głównie na jedzenie, sporadycznie na transport na wylotówkę z miasta lub dojazd do turystycznych miejsc i bardzo rzadko na nocleg (tylko wtedy, gdy nie mogliśmy rozbić namiotu, nikt nas do siebie nie zaprosił i po prostu nie mieliśmy wyjścia).

Pozostając w temacie jedzenia, nie zawsze było ono dobrej jakości. Czasem jedliśmy zupki chińskie, a bywało, że zapychaliśmy się ciastkami. Nawet niekoniecznie z powodu braku pieniędzy, taka była po prostu specyfika krajów do których jeździliśmy. Bywa, że trudno znaleźć tam restauracje z dobrej jakości jedzeniem. Ten problem miewaliśmy bardzo często w Rosji.

Podróżowaliśmy do krajów na które było nas stać. Lot samolotem nie wchodził w grę, ewentualnie tylko w jedną stronę, dlatego przejechaliśmy wzdłuż i wszech takie miejsca jak Rosja, Mongolia, Chiny, Azja Centralna, Turcja, Iran, Europa Środkowa, a nawet Skandynawia, w bardzo budżetowej opcji.

Naszym głównym środkiem transportu był autostop.

Spaliśmy w namiocie, u spotkanych ludzi lub osób poznanych przez couchsurfing.com.

Skąd braliśmy pieniądze?

Obydwoje byliśmy studentami, w pewnych momentach każde z nas studiowało po dwa kierunki. Czasu na zarabianie pieniędzy mieliśmy naprawdę mało, a z podróży zrezygnować nie chcieliśmy. Dlatego, pomimo braku czasu, łapaliśmy różne dodatkowe prace i odkładaliśmy pieniądze. Chyba na to pytanie nie ma innej odpowiedzi, jak praca i oszczędność. Zawsze rezygnowaliśmy z wynajmu mieszkania na czas wyjazdu. Prosta matematyka. Jeśli płacisz za mieszkanie 1000zł miesięcznie i zrezygnujesz z wynajmu, masz pieniądze na niskobudżetowy wyjazd! Kto by się zastanawiał? Szukanie mieszkania po powrocie nigdy nie było proste, ale jeśli w grę wchodziła kilkumiesięczna podróż, to dla nas sprawa była zupełnie jasna. No i przecież, gdybyśmy nie wyjechali, to i tak za coś musielibyśmy żyć.

No dobra, to właściwie dlaczego przestaliście podróżować niskobudżetowo?

Kasa to nie wszystko

Nasz wcześniejszy sposób podróżowania ściśle wiązał się ze studenckim trybem życia i wszystkimi związanymi z nim ograniczeniami. Studenckie czasy mają ogromne ilości pozytywów, ale nie oszukujmy się, ilość pieniędzy do nich nie należy. Ponieważ nie chcieliśmy rezygnować ze swoich marzeń, włóczyliśmy się po świecie, głównie Azji, mając w kieszeni naprawdę małą ilość pieniędzy. Udawało nam się przeżyć dzięki gościnności spotykanych ludzi, jeździe autostopem i spaniu w namiocie. Wydawaliśmy głównie na jedzenie, a i to nie zawsze. Czemu teraz wolimy inaczej? Nigdy nie uważaliśmy podróżowania z małym budżetem za coś wyjątkowego. Najzwyczajniej w świecie chcieliśmy spełniać swoje marzenia, a brak pieniędzy nie był dla nas żadnym ograniczeniem. Jednak zawsze byliśmy przekonani co do tego, że gdy zaczniemy pracę i odłożymy jakąś kwotę, to wyjedziemy na innych zasadach. Teraz wolimy krócej, a intensywniej. Nie odmawiamy sobie wynajęcia samochodu, czy motocykla, dwutygodniowej jazdy konnej, czy miesięcznego kursu jogi. To wszystko kosztuje, sprawia że nasza podróż będzie trwała krócej, ale również dostarcza ogromnej ilości wrażeń, na których najbardziej nam teraz zależy.

Marzenia na pierwszym miejscu

Jeśli Twoim marzeniem jest przejechać świat dookoła mając złotówkę w kieszeni, super! Zrób to! Ja na pewno będę Ci kibicować. Z kolei moim marzeniem jest nie musieć ograniczać się w podróży. Nie musieć rezygnować ze spełniania jakiegoś marzenia tylko dlatego, że jestem w długiej podróży, nie mam stałego dochodu i może powinnam bardziej pielęgnować odłożoną w banku kupkę banknotów. Marzenia są dla mnie na pierwszym miejscu, więc jeśli mam do wyboru skrócenie wyjazdu o miesiąc i skok ze spadochronem albo dłuższe podróżowanie bez dodatkowych aktywności, wiadomo, że wybieram to pierwsze.

Przeżywanie ponad obserwowanie

Kiedyś podróżowaliśmy głównie dla widoków. Nie było nas stać na więcej, dlatego cieszyliśmy się tym, co mieliśmy. Ogromnym przeżyciem była dla nas jazda przez pustynię w Kazachstanie, którą zafundowaliśmy sobie za darmo albo dotarcie do Tuszetii w Gruzji na pace kamaza. I to było fajne! Bardzo się cieszę, że mogłam tego wszystkiego doświadczyć kilka lat temu. Mam świadomość, że te przeżycia mocno wpłynęły na to, kim jestem teraz. Mam też wrażenie, że na wszystko w życiu jest odpowiedni czas. Chcę, aby aktualna podróż była naładowana przeróżnymi przeżyciami. Samo podróżowanie też jest fajne, ale ja, w tym momencie mojego życia, chcę czegoś więcej.

Lubimy dobrze zjeść

To, czego nie znosiłam we wcześniejszych podróżach, to fakt, że nie mogłam sobie pozwolić na zachodnie albo po prostu lepsze jedzenie. Jak ja tego nie cierpiałam! Lubimy dobrze zjeść i nie oszczędzamy na jedzeniu (w granicach rozsądku oczywiście). W Pekinie poszliśmy na cudowną kaczkę po pekińsku, w Indiach zajadamy się pizzą, kiedy nie możemy już patrzeć na soczewicę. To wszystko kosztuje, ale jakie jest dobre!

Nie lubimy spać w hostelach

Nieważne, jak wiele pozytywów słyszałam o spaniu w hostelach, ja tego szczerze nie znoszę. A jeśli trafi mi się dormitorium, uciekam gdzie pieprz rośnie! W podróży mamy tak mało czasu i możliwości na prywatność, że spanie w dormitorium wydaje mi się najgorszym pomysłem z możliwych. Pewnie jest to dobre rozwiązanie dla ludzi podróżujących samotnie, bo mają możliwość poznania innych osób. Mnie ta forma noclegu zdecydowanie nie przekonuje. Nie jestem również fanką wspólnych hostelowych przestrzeni, w których siedzi trzydziestu Niemców, Brytyjczyków i Belgów i wymienia się swoimi doświadczeniami. No jakoś mnie to nie przekonuje i już. Zdecydowanie bardziej preferuję kameralne małe hotele, gdzie mogę poznać miejscowych, zjeść coś lokalnego i odpocząć od dźwięków chrapania innych.

Jak te zmiany wyglądają w praktyce?

Nie jeździmy autostopem

Ogromnie podziwiam Asię i Adama z bloga nanowejdrodzezycia.pl, którzy wrócili po 3 latach autostopowej podróży i nadal transportują się po Polsce stopem. Naprawdę szacun! Nam, po kilku stopowych wyprawach, po prostu się nie chce. Biegania z plecakami do samochodów, odpędzania się od „chcących pomóc” i „miłych” ludzi, prowadzenia zawsze tych samych small talkowych rozmów, kilometrów pokonywanych na piechotę do idealnej miejscówki albo rozwidlenia dróg… Może to starość, wygodnictwo, a może fakt, że możemy sobie pozwolić na coś innego.

Unikamy spania w namiocie

Podczas trekkingu namiot wciąż jest naszym przyjacielem, ale jeśli mamy dokonać wyboru „hotel czy namiot?”, wybieramy hotel. Lubimy mieć miękko pod plecami, wziąć rano gorący prysznic i w pełni zregenerować siły.

Bardzo sporadycznie korzystamy z couchsurfingu

Zwykle raz lub dwa razy w danym kraju. Wystarczająco, aby poznać kulturę, pogadać z kimś miejscowym i nie za dużo, tak aby nie zmęczyć się czyjąś stałą obecnością. W naszej podróży ponad wszystko cenimy sobie prywatność i intymność. Na tego typu wyjeździe nie jest to żadna oczywistość, dlatego, jeśli tylko możemy, chcemy mieć własny pokój, własną łazienkę i poczucie swobody.

Staramy zdrowo się odżywiać

Nie zawsze jest to proste i w dużej mierze zależy od specyfiki odwiedzanego kraju, ale ze swojej strony robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zdrowo jeść. Często wybieramy droższe produkty, które mają mniej E i różnych innych spulchniaczy, kupujemy dużo owoców, warzyw i wody mineralnej (na którą idzie naprawdę sporo kasy!)

Nie przywiązujemy się do jednego środka transportu

Na każdy kraj mamy inny pomysł, dlatego w Indiach podróżujemy motocyklem, w Tadżykistanie i Kirgistanie jeździliśmy rowerem, a w Mongolii na koniu. Pewnie tańszym rozwiązaniem byłoby przejechanie całego świata na rowerze, bo nawet wliczając kupno rowerów, w Tadżykistanie wydaliśmy o wiele mniej kasy, niż w Chinach, czy Indiach. Podziwiam osoby, które potrafią zdecydować się na jeden środek transportu. Ja, chociaż bywa, że bym chciała, po jakimś czasie bardzo się nudzę i po prostu potrzebuję odmiany. Poza tym, każdy kraj jest inny i pasuje do niego inny środek transportu. Mam nadzieję, że będziemy jeździć jeszcze różnymi fajnymi pojazdami w tej podróży.

Wydajemy więcej

To chyba jasne :D. Wydajemy więcej, niż planowaliśmy wydawać opuszczając Polskę i z każdym miesiącem podróży mniej sobie z tego robimy. Na początku byliśmy lekko przerażeni, bo kupka odłożonych banknotów kurczyła się szybciej, niż zakładaliśmy. Kilka razy postanawialiśmy sobie, że zaczynamy oszczędzać i podróżować „po staremu”. Udawało nam się przez kilka godzin, no może maks kilka dni (ale chyba tylko wtedy, gdy byliśmy w górach i nie mieliśmy innej alternatywy :D). Dlatego przestaliśmy oszukiwać siebie, że chcemy podróżować niskobudżetowo. Nie chcemy. Możemy sobie pozwolić na podróżowanie z większym budżetem, bardzo to lubimy i będziemy to robić dalej. Odnoszę wrażenie, że Polacy wciąż mają problem z otwartym mówieniem o wydawaniu pieniędzy. Ja chcę to powiedzieć głośno. Wydawanie pieniędzy jest ok. W końcu po to one są, aby je wydawać. Nie chcę dłużej wstydzić się tego, że podróżuję z większym budżetem. Często na blogach i forach podróżniczych trwają dyskusje i „przepychanki” kto wydał mniej. Nie do końca rozumiem, po co? W końcu każdy podróżuje jak chce, to jego pieniądze, jego podróż i jego życie?

Na co wydajemy więcej pieniędzy:

Transport – chociaż od kilku miesięcy staramy się unikać transportu publicznego (stąd rower i motocykl), czasem musimy z niego skorzystać. Jeśli spodziewacie się, że jeździmy pierwszą klasą, to musimy Was rozczarować. Kupujemy bilety na drugą lub trzecią klasę, ale jeśli mamy do wyboru leżeć, czy siedzieć, zawsze wybieramy leżeć.

Noclegi – fakt, że przestaliśmy podróżować niskobudżetowo, nie oznacza, że zaczęliśmy rozbijać się po hotelach pięciogwiazdkowych. Czasem nad tym ubolewam, ale może i na to przyjdzie czas. Różnica tkwi w tym, że w ogóle zaczęliśmy sobie na hotele pozwalać, a jak mamy dopłacić kilkadziesiąt złotych za widok na morze, zwykle to robimy.

Jedzenie – pisałam już wcześniej i nie będę się powtarzać. Fajnie jest móc dobrze zjeść.

Dodatkowe atrakcje – co tu dużo mówić, folgujemy sobie w tym temacie i nadrabiamy zaległości. Jazda konna w Mongolii, kupno rowerów w Chinach, wynajem motocykla na cztery miesiące, joga, kitesurfing, pewnie niedługo pojawi się jakieś nurkowanie…

Podsumowując, najfajniej jest, jak każdy podróżuje tak, ja mu się podoba. To, że podróżowanie autostopem i bez pieniędzy jest modne nie oznacza wcale, że musisz robić to i Ty. Dla nas tanie podróżowanie było tylko sposobem na przeskoczenie bariery, jaką była mała sumka w kieszeni. Podróżowanie z większym budżetem ma wiele plusów, które sobie cenimy. Jasne, ma też wady, na przykład takie, że częściej trzeba myśleć o pracy i o tym, jak właściwie zarobić kasę na kolejne miesiące tułaczki, ale… okazuje się, że pracę zdalną można ugryźć w prawie każdym zawodzie, a kto by nie chciał pracować z widokiem na ocean, w przerwie popijając wodę z kokosa?

Ciekawa jestem, co Ty myślisz o budżecie w podróży?

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Przystanek Paris Café

    Twoje podejście rozumiem i podzielam w 100%. Nic mnie bardziej nie wkurza niż niemożność wypróbowania regionalnej francuskiej kuchni, kiedy na ulicach cudne zapachy ciągną się kilometrami, a urocze restauracje i kawiarnie aż się proszą o odwiedzenie! 🙂 Robimy tak samo jak Wy, jak mamy kasę, to korzystamy na fulla, jak nie mamy, to cieszymy się z tego, co jest 😉

    • I takie podejście jest chyba najzdrowsze 🙂 Ja nigdy nie zapomnę, jak podczas naszego pobytu w Tbilisi z tęsknotą patrzyłam na uroczo wyglądające knajpki i ludzi popijających gruzińskie wino. My też je piliśmy, ale na ławce w parku, co też miało swój urok, ale wiesz, czasem człowiek ma ochotę ładnie się ubrać i posiedzieć w knajpie, tak po prostu 🙂

  • Zgadzam się ze podróżowanie z większym budżetem ma plusy i nie do końca rozumiem ta mode na jak najtańsze podróżowanie. Czasem mam wrażenie, że ludzie prześcigając się w pogoni za oszczędzaniem na wszystkim przesadzają wykorzystując przy tym aż za bardzo życzliwość spotykanych osób.

    • To prawda, często jest tak, że jeśli nie zapłacimy my, to zapłaci za nas kto inny…

  • W. zerdka

    Zerdas

  • A mnie denerwuje stopniowanie, że jakiś model podróżowania jest lepszy od drugiego. Mam wrażenie, że przyjmuje się że backpackerzy są tymi lepszymi podróżnikami. Ja z kolei uważam, że każdy podróżować powinien tak jak lubi albo tak jak mu środki na to pozwalają. A jak ktoś nie lubi podróżować, to tez nie powiem że jest gorszy, bo nie jest. Ja na przykład nie jeżdżę na nartach. To znaczy, że mam się czuć gorsza, bo nigdy nie spędziłam zimy na stoku? 🙂

    • Zgadzam się z Tobą w 100% Odnoszę wrażenie, że wielu backpackerów uważa się za lepszych od osób wyjeżdżających na wakacje all inclusive, a ja się pytam: dlaczego? Fakt, że ktoś wybiera tego typu wakacje nie oznacza, że jest gorszy!

  • Kasia | Na Walizkach

    Podstawowym pytaniem, na które warto sobie odpowiedzieć to ‚Co ma dla mnie znaczenie?’. I każdy może udzielić sobie zupełnie innej odpowiedzi 🙂

    Osobiście nie mam nic do hosteli, zwłaszcza, jeśli często zmieniamy nocleg (np. Gruzja), hostele mają wysokie oceny (nie rezerwuję niczego poniżej 8.5/10 w ich przypadku, a i tak spędzam sporo czasu czytając opinie, bo wiem, że ‚super backpackerska atmosfera 10/10’ nie jest dla mnie, bo ja wracam o 21 do hostelu i 22 idę spać), a pokoje są maks. do 4 osób. Ale! Nasze najdłuższe wyjazdy są do 3 tygodni, plus rzadko cały wyjazd spędzamy w jednym miejscu i zwyczajnie przeplatamy sobie hostel z pokojem dwuosobowym czy guesthousem.
    W wyżej wspomnianej Gruzji o wiele lepsze warunki mieliśmy w hostelu niż na kwaterze z indywidualnym pokojem (jedno z ‚lepszych’ miejsc w Achalciche, a taki grzyb w łazience, że prawie poszłam spać brudna), a w Japonii najwygodniejsze łóżko to w sali z nastoma łóżkami (tutaj wyjątek od reguły ‚do 4 osób’, ale hostele w Japonii to odrębna kategoria).
    Za to uwielbiam spanie pod namiotem, natomiast już niekoniecznie w randomowych miejscach. I raz w życiu łapałam stopa.

    Co do podróży to podziwiam osoby lecące za 1 tys. zł do Azji z 3 przesiadkami po drodze i podróżą 40h. Mi kilkanaście do Japonii z jedną przesiadką Qatarem dało w kość – jestem strasznie wrażliwa na braki snu.

    Rzadko oszczędzam na jedzeniu, nie pamiętam kiedy ostatnio był wyjazd z zupkami chińskimi (te w Japonii się nie liczą, bo to był raz jako lokalny koloryt ;)), a żywienie się w fast foodach to chyba Sztokholm 2014 😀 Ale mam świadomość, że ciężko codziennie zjadać najdroższe sushi na kolację 😉

    Lubię wydawać pieniądze w podróży, bo w końcu po to tam jestem. Ale nie lubię przepłacać, bo wiem, że jeśli wydam nieco mniej – będę mieć więcej na kolejny wyjazd.

    • Lepsze warunki w hostelu w Gruzji pamiętam i ja, zresztą podobnie jest w innych krajach typu Armenia, Mongolia, czy Kirgistan. Często jest tak, że hostele nastawione są na zachodnich turystów, natomiast lokalne hotele na lokalnych, więc grzyb na ścianach bywa tam standardem 😀 W takich miejscach szukamy hosteli z pokojami dwuosobowymi, to jest opcja, którą bardzo lubię 🙂
      Nasz ostatni wyjazd z zupkami też był jakoś tak w 2014 roku, chociaż w aktualnej podróży bywa tak, że jesteśmy zmuszeni do jedzenia zupek, szczególnie miało to miejsce w Azji Centralnej 😛

  • Agnieszka Voyagnieszka

    osobiscie uwazam, ze skoro caly rok wypelniam obowiazki, pracuje, to nalezy mi sie urlop, na ktorym poczuje sie jak Pani. Nie mowie o oplywaniu w luksusach itd ale o komforcie i nie zylowaniu sobie na niczym.
    Pozdrawiam!

    • A nawet, jakby miało być to pływanie w luksusach, to czemu nie? Jeśli masz na to ochotę, to przecież możesz sobie na to pozwolić 🙂 Podoba mi się takie podejście!
      Pozdrawiam 🙂