O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Czy Ty na pewno chcesz wyjechać w podróż?

Żyjemy w takich czasach, kiedy wyjechać w podróż chce praktycznie każdy…

Czasem po to, aby być takim, jak wszyscy. Żeby dorównać i nie odstawać. Czasem dlatego, że podobno ważne jest wychodzenie ze strefy komfortu. Może ktoś usłyszał od jakiegoś mądrego człowieka, że jeśli nie wyjedzie, już na zawsze pozostanie w miejscu, w którym jest teraz. Nie rozwinie się, nie doświadczy, nie poczuje, nie poszerzy swoich horyzontów. Czasem ludzie chcą wyjechać w podróż po to, by uciec. Uciec od potrzeby zakładania rodziny, zaciągania kredytu. Uciec od tych wszystkich wymogów, które narzuca społeczeństwo. Wymogów, które nie pozwalają żyć po swojemu, którym tak cholernie trudno się przeciwstawić. A przede wszystkim trudno odkryć, czy chęć zakładania rodziny, czy brania kredytu to jest faktycznie nasza chęć, czy może chęć naszych rodziców, babć i cioć?

Jest wielu podróżników, którzy wręcz z pogardą patrzą na tych, którzy zostają i nigdy nie wyjeżdżają. 

Nierzadko twierdzą oni, że każdy, dosłownie każdy, powinien choć raz wyjechać i spróbować swoich sił w podróży. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o wyjazd na dwutygodniowe wakacje nad morzem, ani nie daj boże do kurortu, który jest przez nich potępiany (!). Masa podróżujących ludzi twierdzi, że tylko w podróży z plecakiem można sprawdzić siebie, zobaczyć, jakim jest się człowiekiem i zweryfikować, jak chce się żyć.

I kiedy Ty, zwykły zjadacz świeżego chleba z piekarni, zwykły pracownik, czy to korporacji, czy to malutkiego biura w centrum miasta, zaczynasz słuchać podpowiedzi innych ludzi, podpowiedzi społeczeństwa na temat tego, co powinieneś robić, bardzo łatwo możesz zagubić się w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: czego ja właściwie chcę?

Z jednej strony mama, ciocia i tabun koleżanek z pracy sugeruje Ci, że teraz jest idealny czas na założenie rodziny, na urodzenie dzieci.

Przecież już nigdy nie będziesz taka młoda, czy młody, jak jesteś teraz. Twoje funkcje rozrodcze już nigdy nie będą na takim samym, wysokim poziomie, jak są teraz. Twoje plemniki już nigdy nie będą tak zdeterminowane, a Twoja komórka jajowa tak bardzo chętna.

Z drugiej strony, przynajmniej raz w miesiącu jedziesz na parapetówkę organizowaną przez Twoich znajomych i podziwiasz piękne mieszkania kupione na kredyt.

Pewnie grubo przewyższający 1/4 ich dochodów. Najmodniejsze kafelki w łazience, pięknie wyglądające kuchnie, prawdziwe, drewniane panele na podłogach. Kto by nie chciał mieć takiej chawiry w wieku dwudziestu paru lat? Wracasz do domu, oglądasz swoją starą kanapę, wyciągniętą z domku letniskowego rodziców i te burasowe płytki w łazience i myślisz, do jasnej cholery, może ja też wezmę kredyt? Ostatecznie już nigdy nie będę tak młoda/młody. Jak wezmę kredyt teraz, to przecież spłacę go jeszcze przed pięćdziesiątymi piątymi urodzinami! I już, zadowolony, biegniesz do banku, sprawdzać swoją zdolność kredytową. Rodzice też będą zadowoleni, bo kredyt to taki znak, że już zawsze będą mieli Cię przy sobie.

Z trzeciej strony, na facebookowej tablicy przynajmniej kila razy dziennie pojawiają Ci się zdjęcia uśmiechniętych i wiecznie szczęśliwych znajomych.

A to wylegujących się na jednej z rajskich wysepek, a to wspinających się na najwyższy szczyt świata, a to płynących gdzieś łódką. Oglądasz te fotki siedząc w pracy, robiąc jakieś durne wyliczenia dla szefa, albo odbierając jakieś nic nieznaczące telefony. Lampisz się na te zdjęcia i myślisz sobie, do jasnej cholery, przecież ja też mogę być ZAWSZE szczęśliwy! Ja też chcę wyjechać! I już prawie kupujesz bilet w jedną stronę, już prawie składasz wypowiedzenie z pracy i liczysz swoje oszczędności. Co prawda, miały być na wkład własny do mieszkania, ale co tam, raz się żyje, co nie? Przecież już nigdy nie będziesz taki młody/taka młoda. A co więcej, już nigdy nie będziesz taki wolny/taka wolna, jak teraz.

Czy Ty na pewno chcesz wyjechać w podróż? Łatwo się zagubić w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, co nie?

A to tylko trzy główne strony medalu. W rzeczywistości jest ich o miliard sto tysięcy razy więcej. Ale to już sam na pewno dobrze wiesz. Nie trzeba nawet patrzeć na takie wielkie sprawy, jak to, czy wziąć kredyt, czy wyjechać w podróż. Wystarczy zastanowić się nad tym, czy to, że chcesz kupić sobie właśnie teraz czarny golf, a nie brązowy, to Twoje życzenie, czy może jakiś kolejny chwyt reklamowy o którym nawet nie miałeś pojęcia? Szczególnie, jeśli po kilku tygodniach okazuje się, że czarne golfy to ostatni krzyk mody. Sorry, ale to raczej nie zadziałało w tę stronę, że Dolce&Gabbana zainspirowali się Tobą.

W świecie niekończących się możliwości okropnie trudno jest znaleźć SWOJĄ ścieżkę, realizować SWOJE marzenia i podążać wybranym przez SIEBIE szlakiem.

Muszę Ci powiedzieć, że ja wciąż uczę się zaglądania w siebie i szukania odpowiedzi na pytanie, czy to, czego akurat chcę, to jest moje i tylko moje życzenie, czy może kogoś innego? Szczerze mówiąc, często wątpię, że jest to sztuka możliwa do opanowania.

Ten wpis jest częścią większego projektu, który ma pomóc osobom, które chcą spełniać swoje marzenia, zacząć to robić. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się informacją o poście ze znajomymi, którym może się to przydać. Wystarczy, że klikniesz przycisk podaj dalej, który znajduje się poniżej :). Buziaki!

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Paulina Michalska

    A co jeśli chcesz mieć chatę i podróżować i zakładać rodzine jednocześnie i wiesz, że to są Twoje pragnienia bo marzysz o nich od dzieciństwa? Nie wszystko w życiu da sie pogodzić nawet jeśli jesteśmy mocno zdeterminowani … czasami trzeba szukąć porządnego kompromisu 🙂

    • Gorzej, jak chcesz mieć to wszystko, a nie chcesz pójść na kompromis. Wtedy robi się petarda i kisiel z mózgu.
      Ale może trzeba się nauczyć tych kompromisów, może w gruncie rzeczy nie są takie złe?

      • Kasia | Na Walizkach

        Dla mnie osobiście kompromisy bywają przereklamowane – bo jak można (nawet z samym sobą) dojść do kompromisu nt. posiadania dziecka? Albo masz albo nie 😉 Jasne, można założyć – ten rok poświęcam na podróże, a potem się ustatkuję. Tylko po dłuższej podróży na ogół wraca się do poziomu „Start” w ogarnianiu rzeczywistości – trzeba znaleźć mieszkanie, pracę, oszczędności prawie nie ma etc., czyli to raczej umiarkowana opcja na zakładanie rodziny. Dodatkowo wszyscy wiemy jak działają podróże – zawsze będzie miejsce warte odwiedzenia, coś ciekawszego od naszej rzeczywistości.

        W świecie niekończących się możliwości ciężko jest się zdecydować. Ostatnio rozmawiałam z różnymi znajomymi i prawie każdy ma taki trochę „weltschmerz” i nie wie co właściwie zrobić ze swoim życiem.
        Ja podobnie jak Paulina – chcę wszystkiego na raz 😉

        • W świecie niekończących się możliwości ciężko jest się zdecydować – to samo zdanie chodzi mi po głowie od kilku, jeśli nie kilkunastu tygodni.

          Ja mam podobnie jak Wy dziewczyny, też chciałabym wszystkiego na raz, tylko nie chcę zgodzić się na kompromisy. Jak podróżować to już pełną parą, jak dzieci to od razu troje, a jak dom to od razu największy… I w tym wszystkim ogromnie denerwują mnie wszelkie oczekiwania, które są przede mną stawiane i zaczynam się zastanawiać, czy to czego chcę, to ja chcę, czy ktoś inny chce. Chciałabym po prostu mieć taką spokojną głowę do podjęcia decyzji, które jakby nie patrzeć dotyczą głównie mnie i są bardzo ważne, bez żadnego ciśnienia nad głową, że to już czas się ustatkować…

    • To jest do zrobienia. Mam mieszkanie ( z bardzo małym i krótkim kredytem), podróżuję i to dużo i mam 16 miesięczną córeczkę. Wszystko to godzę. Nie powiem czasami jest ciężko. Nie mam za to wypasionego auta, wielkiego domu z ogrodem, extra garderoby itp. Mam natomiast cudowne doświadczenia i przeżycia :).

  • Fajnie napisane, to nie jest tak, że każdy kto chce, ten rusza w podróż i tyle, nic skomplikowanego. Życie to sztuka wyborów. Ja coraz częściej uczę się kompromisów, córka, czysty dom, własny kąt, ciągłe podróże, praca. Już wiem, że nie jestem w stanie zrobić tak, że to wszystko będzie dopicowane na 100%, próbowałam wiele razy zanim zrozumiałam, że muszę iść na kompromisy. No i cały czas walczę z tym decydowaniem co jest ważne, gdzie i jak. Jednego dnia oglądam surowe ściany i marzę, aby ktoś zechciał dać nam kredyt w Polsce, a drugiego szukam mieszkania pod wynajem w Portugalii. I pomimo prawie 30 na karku, nadal wiem tyle, co 10 lat temu.

    • U mnie jest dokładnie tak samo, jednego dnia oglądam piękne mieszkania, drugiego przeglądam oferty lotnicze… Życie to sztuka wyborów, a każda decyzja to rezygnacja z czegoś, często ważnego. Myślę, że podejmując te ważne decyzje trzeba zawsze pamiętać o sobie, o słuchaniu siebie.

  • Fajny tekst, chyba najważniejsze w tym wszystkim to słuchać samego siebie. Pamiętam jak 1,5 roku temu, na weselu znajomej, Panna Młoda powiedziała mi, że to wspaniałe, że obie mamy partnerów, z którymi podzielamy marzenia. Ona chciała w miarę szybko wyjść za mąż i mieć dziecko (kilka miesięcy temu urodziła im się córeczka <3), a my planowaliśmy kolejną wielomiesięczną podróż (pozdrawiam z Kostaryki :D). I to jest piękne! Każdy jest inny, ma inne oczekiwania, nie ma co słuchać (za bardzo) mam, babć, wujków i zazdrosnych sąsiadek. Oczywiście, jeśli w ogóle planujemy zakładanie rodziny to nie można tego odkładać w nieskończoność, bo np. po 40-tce może być trudno z zajściem w ciążę itd. Ale nie przesadzajmy, nie popadajmy w paranoję, a przede wszystkim nie róbmy czegokolwiek "bo inni…". Ja np. się teraz napodróżowałam, niebawem wracam do Polski, potem Islandia, żeby szybko odbić się finansowo i zainwestować $$$ w mieszkanie, a później rozwinąć się zawodowo. Po prostu czuję, że powinnam, że to dobry czas na to i że tego właśnie aktualnie mi brakuje. Trzymam kciuki za wszystkich niezdecydowanych!

    • No właśnie, najważniejsze to słuchać samego siebie 🙂 Mam wrażenie, że czasem łatwo się pogubić w tych wszystkich „podpowiedziach”, szczególnie jeśli jesteśmy osobami mało zdecydowanymi, ale warto szukać siebie. Bo co jak co, ale później pretensje będziemy mogli mieć tylko do siebie!
      Trzymam kciuki za Twoje plany! 🙂