Podróżuj powoli ze Słomką i Bartkiem
 

Czy jesteś wytrawnym turystą? – Tuszetia, Gruzja

Jesteś wytrawnym turystą, wielbicielem górskich wędrówek? Pokonywanie kolejnych górskich szlaków to dla Ciebie chleb powszedni? Zawsze zabierasz ze sobą dodatkową konserwę turystyczną i dwuwarstwowy papier toaletowy? Chlubisz się tym, że Twój plecak jest dwa razy cięższy od Ciebie? Wiesz, którą stroną kija najlepiej się podpierać? Przeszedłeś Orlą Perć na jednej nodze, z palcem w nosie, w rozwiązanym bucie, na dodatek zimą? Nawet nie chcesz wiedzieć, jak wygląda morze, bo nie lubisz gofrów? Zawołaj, hej przygodo! Rozsiądź się wygodnie i wysłuchaj opowieści o cudownej krainie, jaką jest Tuszetia.

Gdy dojedziesz do Gruzji, spotka Cię wiele pokus.

Gruzińska brać przyjmie Cię z ochotą. Poczęstuje samogonem, młode wino da na popitkę, a na przegrychę wciśnie chaczapuri. O ile uda Ci się cokolwiek z wycieczki zapamiętać, to na pewno będą to dobre wspomnienia.

Jednak, jeśli oprzesz się pokusie, wytłumaczysz chorobą wątroby albo nadciśnieniem, masz szansę odwiedzić bardzo ciekawe i całkiem odludne miejsca.

Gdy czytasz lub słyszysz o górach w Gruzji, zwykle mowa jest o dwóch obszarach. Jeden z nich to okolice Kazbegi. Wybierają się tam wariaci, którzy chcą sobie kolejną górkę do kolekcji zdobyć i później bajerować panią w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie to oni nie byli i czego nie zdobyli. Drugi znany obszar to Swanetia, Mestia i Uszguli. Tutaj jadą dwa typy wytrawnych turystów. Pierwszy typ to wycieczkowicze żądni przygód, preferujący asekuracyjny poziom pobudzenia, otwarci na poczęstunki i gościnę Gruzinów.  Drugi typ to backpackerskie brudaski, myjące się na stacjach benzynowych i w górskich strumieniach, jeszcze bardziej otwarci na poczęstunki i gościnę Gruzinów. Student, nie student, ale jeść musi. Brudaski, jeśli szczęście im dopisze, zostaną podwiezieni przez miłych panów pograniczników do Uszguli. Wycieczkowicze niestety będą musieli wyskoczyć ze stu dolców na samochód terenowy, który ich tam zawiezie. Niemniej jednak, i jedni i drudzy, będą mieli niezły bajer. Pierwsi dla sklepowej w pobliskim warzywniaku, drudzy dla cycatej studentki z pierwszego roku. Aha, i są jeszcze motocykliści, ale oni akurat są spoko. Jeśli zastanawiacie się do którego typu ja należałem? Byłem każdym z nich.

Ale dzisiaj miało być o Tuszetii, krainie dla najwytrawniejszych z wytrawnych, przy których najlepsze wina z Bordeaux są półsłodkie.

Tuszetia wciśnięta jest w taki mały dzyndzelek na północnym wschodzie Gruzji, graniczący z Czeczenią i Dagestanem. Drogę do Uszguli pokonałaby moja Babcia z balkonikiem. Żeby dostać się do Tuszetii, jedziemy drogą wzdłuż krawędzi przez parę godzin, podskakując jak technolala do muzyki Weekendu, z wywalonym jęzorem obserwując otaczające widoki. Jak się uda to za darmoszkę, na pace jakiegoś Kamaza, a jak nie, to trzeba słono zabulić. Od października do maja droga jest nieprzejezdna, więc pozostaje wyszczerzyć zębidła do bananowego wujka z Ameryki, żeby wspomógł biednego bratanka i wynajął helikopter. Jeśli nie macie takiej opcji, Wasz problem, nici z wycieczki :(.

Na miejscu odkryjecie dziewiczą krainę, skąpaną w blasku wschodzącego słońca, pełną kolorowych łąk i trawą tak zieloną, jak logo Androida. Pamiętajcie, żeby zabrać ulubione batony z domu, bo ze sklepami może być tam słabo. Tuszetia jest idealna na mniej lub bardziej wymagający trekking. Kulturowi masturbatorzy na pewno zachwycą się wieżami mieszkalno-obronnymi, innymi niż te znane z Uszguli, grobowcami oraz odciętą od świata ludnością. Na mnie, oprócz gór, największe wrażenie zrobiły opustoszałe wioski, ruiny zamków obronnych i górskie kościółki.

Nie jedźcie tam proszę, zostawcie to miejsce zapomnianym, tak aby nie straciło swojego uroku. – B. vel. Pablo Burdelho

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!