O powolnym podróżowaniu przez życie
 

Czy era podróżowania to era nieszczęśliwych ludzi?

Końcówka ubiegłego roku nie była dla mnie łatwa. Powiem więcej, była beznadziejnie trudna. Złamany kręgosłup, kilka miesięcy spędzonych w kołnierzu, wiele fizycznych ograniczeń, które naprawdę ciężko było mi zaakceptować (no bo przecież mam dopiero 26 lat i mogę wszystko!). Do tego nieplanowany powrót do kraju i informacja od lekarza, że pobyt w Polsce powinien być o kilka miesięcy dłuższy, niż planowałam. To wszystko nie spłynęło po mnie, jak po kaczce. Nieplanowy rozwój sytuacji był dla mnie trudniejszy do zaakceptowania, niż przypuszczałam. W grudniu snułam się po domu moich rodziców bez chęci robienia czegokolwiek. No bo co miałam robić? Wszystko było takie jałowe w porównaniu z fajerwerkami, jakich doświadczałam każdego dnia podróży (no, może poza ostatnim miesiącem, który spędziłam w hotelowym pokoju).

Ostatnio z moim mężem zastanawialiśmy się, czy jeszcze kiedykolwiek, w zwykłym życiu, poczujemy motyle w brzuchu. Czy codzienne życie jeszcze kiedyś nas zachwyci, zaskoczy? Czy ten milion normalnych rzeczy, którym człowiek poddaje się na co dzień, będzie nas jeszcze kiedyś fascynował? Czy my się w ogóle jeszcze nadajemy do takiego normalnego życia?

A może już zawsze będziemy czuli, że ten milion codziennych, „normalnych” doświadczeń to tak naprawdę nic?

Bo czy fascynujące może być wstawanie rano, robienie kawy, wstawianie prania, klepanie w klawiaturę, praca, jazda samochodem, zakupy, spacer po lesie. Czy to wszystko może być spektakularne, jeśli wcześniej, przez kilka, czy kilkanaście miesięcy byłeś wystawiany na ogromną ilość stymulacji każdego dnia? Kiedy codziennie musiałeś zetknąć się z pierdyliardem problemów do rozwiązania, a co więcej, musiałeś ten pierdyliard milion pięćset problemów rozwiązać! Kiedy każdy dzień był wyzwaniem, każda godzina była poznawaniem czegoś nowego.

I nie zrozumcie mnie źle, ja nie uważam, że te wszystkie codzienne rzeczy są mało interesujące i nie należy poświęcać im uwagi. Co więcej, według mnie te wszystkie normalne czynności są super i szczerze zazdroszczę wszystkim ludziom, którzy potrafią czerpać z nich przyjemność.

Odnoszę wrażenie, że mi już zawsze czegoś będzie brakować. Tych setek, czy nawet tysięcy ekscytujących przeżyć, których doświadczyłam podczas podróży. I to nie dlatego, że już nigdy nie wyjadę w podróż i ich nie doświadczę. Potrzeba dużej ilości stymulacji to pewnego rodzaju uzależnienie, a jak to z każdym uzależnieniem bywa, nasza potrzeba dawkowania sobie przyjemności wzrasta. Nieustająco rośnie. I później okazuje się, że nawet podróż na koniec świata nie jest ekscytująca. A przynajmniej nie jest tak ekscytująca, jak ten pierwszy wyjazd do Gruzji, kiedy wszystko było inne, nowe, kiedy wszystkiego chciało się dotknąć, posmakować. Nasze zmysły były wyostrzone. I nie byliśmy w stanie przejść obojętnie obok nawet najmniejszego zabytku, czy najbardziej przeciętnego widoku. Bo wiecie, każdy piękny widok powszednieje z czasem. Nawet Himalaje mogą się znudzić, jeśli wcześniej patrzyło się na góry przez cały rok.

Czy era podróżowania, to era nieszczęśliwych ludzi, którzy już nigdy nie będą mieli wystarczającej ilości stymulacji?

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Ola Piegzik

    Mam dokładnie takie same odczucia.Niby mam wszystko czego może człowiekowi być trzeba, a jednak tak bardzo smetne wydaje mi się życie,takie nijakie, tak ciężko sie podnieść rano i co gorsza tak ciężko nawet próbować sobie wyobrazić,że tak mogłoby być do końca życia.Ale w sumie ma to dobre strony bo pcha do nowych planów,do działania, do kreatywności jak to zmienić i poszerza horyzonty.Przed wyjazdem do Japonii planowaliśmy kupić dom.Teraz nie wyobrażam sobie wiązania sie z jednym miejscem i wiem,że byłabym bardzo nieszczęśliwa w takim układzie.Troche zazdroszczę ludziom,którzy takich rozterek nie mają ale z drugiej strony ciesze się ze swoich doświadczeń i chcę ich więcej!

    • Pytanie, co wtedy, gdy już więcej nie będzie się dało? Ale może przesadzam 😛

    • Kasia | Na Walizkach

      Ale czy na pewno inni ludzie nie mają takich rozterek? Obecnie mieszkam w Sztokholmie i wiem, że jeśli wrócę do Polski (czego też chcę) to zawsze będzie mi brakować tego innego miejsca. Ale mieszkając w Australii, Szwajcarii czy Boliwii będę tęsknić za tym, co mam w Polsce. I czasem sobie myślę, że zazdroszczę tym, którzy mieszkają w rodzinnym mieście, jadą na wakacje nad morze itd. bo nie spróbowali tego innego życia i nie czują się tak rozdarci, jak ja jestem (i jak pewnie zawsze będę się czuć niezależnie, gdzie będę mieszkać). Ale czy to oznacza, że ich życie jest prostsze? Że są bardziej szczęśliwi? Mają mniej problemów i cieszą się każdym dniem?
      Analizując literaturę z poprzednich wieków można dostrzec jak bardzo „przeklętym” gatunkiem jesteśmy. Jak bardzo zwykła codzienność nam nie wystarcza, prawie zawsze chcemy więcej i czegoś nam brakuje – nawet jeśli ktoś ma konto wypchane po brzegi i stać go na wszystko.
      Mam wrażenie, że to poczucie braku spełnienia czy „era nieszczęśliwych ludzi” to nie jest coś nowego – to po prostu nasza natura.

  • Zgadzam się – im człowiek więcej widział, tym mniej go zachwyca. Dlatego np. nie rozumiem, jak niektórzy jarają się zwykłymi polskimi krajobrazami, np. Beskidami. Apetyt rośnie w miarę jedzenia 😉 Od lat marzę o Himalajach, może się uda niedługo, ale boję się – że potem już ŻADNE góry nie będą atrakcyjne

    • To nawet nie jest tak, że inne góry nie są atrakcyjne 🙂 Bo chociaż byłam w Himalajach, nadal kocham Tatry 🙂 ale ciężko po takiej dawce stymulacji wrócić do „normalnego” życia…

  • co to znaczy normalne życie? dla jednego to życie w podróży, dla drugiego to własny kąt, daleko od wszystkiego i wszystkich, a dla trzeciego praca od 7 do 15 a potem odpoczynek. codzienność może zachwycić, może też przygnębić, to wszystko zależy od naszego charakteru i sytuacji w jakiej się znajdujemy. dla mnie podróże są odskocznią od miejsca, gdzie żyję, które to miejsce rocznie odwiedza kilka milionów turystów. dlatego też szukam w podróżach czegoś wyjątkowego, co ułatwia mi mój mąż, fascynat przyrody. stąd też cieszę się z każdego napotkanego okazu kwiatka napotkanego po drodze. szczególnie, gdy uda mi się cokolwiek rozpoznać i nazwać 🙂