O powolnym podróżowaniu przez życie
 

6 rzeczy, które utrudniają mi cieszenie się podróżą

Ostatnio mieliśmy trudniejszy czas w naszej, trwającej już sześć miesięcy, podróży. Nałożyło się kilka spraw, które sprawiły, że czar bycia w drodze prysł. Moje zatrucia pokarmowe, bakterie Bartka i moje przeziębienie, ponad dwa tygodnie spędzone na chorowaniu. Do tego hałas, brud i inność hinduskiej kultury sprawiły, że zaczęłam zastanawiać się nad powrotem do Polski, a przynajmniej wyjazdem do bardziej cywilizowanego kraju.

Po kilku dniach spędzonych na smutkach i narzekaniu, jak jest mi źle i zastanawianiu się, czy to w ogóle ma sens, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie tylko te trudne chwile uniemożliwiają mi cieszenie się podróżą, ale też szereg czynności, którym poddaję się w międzyczasie. Właściwie, utrudniają one nie tylko cieszenie się byciem w podróży, ale cieszenie się życiem w ogóle.

6 rzeczy, które utrudniają mi cieszenie się podróżą

1. Nieumiejętność bycia „tu i teraz”

To cecha, z którą walczę od dłuższego czasu i muszę przyznać, że średnio mi ta walka wychodzi. Zamiast cieszyć się tym, że jestem w Indiach i realizuję swoje ogromne marzenie, mogę podróżować po świecie, bo jestem zdrowa i mnie na to stać, ja często myślę o tym, jak cudownie byłoby mieć swoje mieszkanie (!) i prowadzić normalne, stateczne życie. Dodatkowo, często mam ochotę wyjechać do innego kraju, w którym jeszcze nie byłam. Typowe „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”.

2. Zbyt duża ilość wolnego czasu

Zwykle wątpliwości związane z podróżowaniem pojawiają się we mnie, gdy odpoczywamy albo chorujemy. Mam zbyt dużo wolnego czasu, niewiele się dzieje, a ja zamiast cieszyć się tym co przeżyliśmy do tej pory, zaczynam zastanawiać się, czy podróż w ogóle ma sens. Z kolei, jak tylko wyruszamy w drogę odnajduję poczucie, że jestem w odpowiednim miejscu i czuję, że robię to, co powinnam.

3. Porównywanie się z innymi

Największa złośliwość tego świata, które doskwiera mi nie tylko w podróży (czy jest tu ktoś, komu nie doskwiera?). Kiedy jestem zadowolona z siebie, z tego co robię i z miejsca, w którym aktualnie się znajduję, zawsze znajdzie się ktoś, kto wygląda lepiej, robi fajniejsze rzeczy i wydaje się człowiekiem zupełnie spełnionym. To pewnie w dużej mierze tylko moje wyobrażenia na temat tej osoby, ale skutecznie utrudniają mi cieszenie się z tego, gdzie jestem i co robię.

4. Bezmyślne przeglądanie FB i Instagrama

To punkt, który ściśle wiąże się z poprzednim. Bo gdzie, jak nie na facebooku, czy instagramie można znaleźć piękne, wystylizowane zdjęcia ludzi, którzy są zawsze szczęśliwi i wszystko układa im się idealnie? Przeglądając facebookową tablicę potrafię nabrać ochoty na rzeczy, które są dla mnie aktualnie niedostępne, zamiast cieszyć się z tego co mam (a kurde, mam przecież dużo!).

5. Tęsknota za domem

Nic odkrywczego, prawda? Ale myśl o swoich własnych papuciach, czystej, świeżej (!) pościeli i pysznym schabowym, potrafi skutecznie utrudnić podróżowanie. Jak dodamy do tego tęsknotę za przyjaciółmi i rodziną, okazuje się, że mamy duży powód do powrotu.

6. Europejski mózg

Odwiedzanie odmiennych kultur, na czas dłuższy niż dwa tygodnie, potęguje we mnie tęsknotę za domem i wszystkim, co europejskie. Często trudno przestawić mi się na inny sposób myślenia, a przez to zrozumieć jakieś konkretne zachowania, czy zwyczaje. Zamiast otworzyć się na daną kulturę, ja zaczynam porównywać ją do naszej i zastanawiać się, jak tak w ogóle można żyć? Pewnie, gdybym miała w sobie więcej otwartości, byłoby mi dużo łatwiej. O dziwo, im dłużej jestem w podróży, tym trudniej mi tę otwartość uzyskać.

Indie

To wszystkie rzeczy, które utrudniają mi radość z podróżowania. Staram się z nimi walczyć, dlatego rozważam zainstalowanie wtyczki blokującej facebookową tablicę i jakiejś aplikacji, która pozwoli mi ograniczyć przeglądanie zdjęć na instagramie (znacie jakąś godną polecenia?) To niesamowite, jak działa ludzki mózg. Czasami wklepuję adres fejsa, czy znajduję się na instagramie zupełnie nieświadomie! A nie chcę, żeby tak było. Najtrudniej walczyć z tęsknotą i europejskim mózgiem, ale wiem, że i na to są różne sposoby. Choćby częstsze rozmowy z przyjaciółmi i rodzicami albo mieszkanie w dormitoriach, zamiast prywatnych pokojach, dzięki czemu można poznać więcej osób i zakleić tę dziurę tęsknoty.

A jak jest z tym u Ciebie? Też obserwujesz takie przeszkadzacze, które utrudniają Ci cieszenie się z bycia w drodze albo z życia w ogóle? Ciekawa jestem, czy tylko ja tak mam :).

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!
  • Myślę, że u siebie zdiagnozowałabym bardzo podobne problemy. Fajnie, że napisałaś o tym, bo ludziom, co nie mogą uciec na pół roku czy rok w nieznane wydaje się z kolei, że to u Was jest tylko sielanka, a my tu w monotonii, w swoim łóżku marzymy o dalekich krajach. Jest takie powiedzenie – „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. I to chyba dotyczy ludzkiej natury generalnie, a nie tego, że tylko Ty tak masz 🙂 Facebooka i Instagrama faktycznie trzeba traktować z dystansem, ale chyba najgorsze co można sobie robić (a to kobieca stricte przypadłość) to porównywanie się z innymi. Olej to. To jest najbardziej bez sensu i najbardziej niepotrzebne. Robisz to co kochasz, a że nie zawsze jest idealnie to normalne – tak jest w życiu. Ja np. od ponad miesiąca walczę z chorobami dziecka/męża/teściów i moimi problemami zdrowotnymi będąc w domu i chorowanie w podróży wydaje się mega atrakcyjne 🙂 Jak już chorować, to w ciekawym miejscu 🙂 Głowa do góry, na innych nie patrz.

    • No właśnie, wszyscy myślą, że podróż to tylko sielanka i pukają się w głowę, jak powiem, że czasami (albo i często) jest zupełnie inaczej 🙂 I zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Jestem pewna, że gdy wróciłabym do Polski, miałabym popodróżniczego doła i chciałabym wracać do Azji, więc… muszę zagryźć zęby i uczyć się cieszyć z tego, gdzie jestem (tylko jak to zrobić! :D).
      Życzę zdrowia dla Ciebie, dziecka, męża i teściów. I uwierz, jednak lepiej chorować w swojej pościeli, a nie takiej, której brzydzisz się dotknąć 😀

      Pozdrawiam serdecznie!
      Słomka

      • Tak moja osobista pościel w chorobie jest najlepsza 😛 Przekonałaś mnie 😛

  • Ja raczej nie doświadczyłam stanu w którym zdecydowanie czułabym ze przeszkadza mi odmienność innych kultur, ludzi, miejsc czy czegokolwiek. Czasem przeglądam zdjęcia na IG i widzę tysiące pięknych miejsc i świetnie zrobionych zdjęć, wtedy staram się zainspirować, albo czerpie czystą przyjemności z oglądania takich spójnych, estetycznych profili. Wtedy jest to przyjemne doświadczenie, do porannej kawy albo wieczorem przed zaśnięciem. Czasem jak jestem w domu zdarza mi się widzieć monotonię pewnych znanych od dziecka miejsc, zachowań ludzi etc.

    • Z tym przeglądaniem instagrama mam podobnie 🙂 Aczkolwiek czasami, jak mam gorszy dzień, albo jak chorujemy, chciałabym po prostu też napić się dobrej kawy, czy założyć swoją ulubioną sukienkę i takie przeglądanie jeszcze bardziej potęguje tą chęć :).
      Pozdrawiam serdecznie!

  • Hmmm, w sumie… W pewnym momencie po prostu czuję się w danym miejscu jak w domu i się rozleniwiam. Wszystko zaczyna być takie znajome, swojskie aż za bardzo.
    Nazwa akapitu „europejski mózg” mnie rozbroiła:D