O powolnym podróżowaniu przez życie
 

24 godziny w Kaszgarze

Kaszgar. Chiny nie Chiny

Do Kaszgaru dotarliśmy po 75 godzinach jazdy pociągiem. Nie była to łatwa podróż. Pierwsze 26 godzin spędziliśmy w siedzącym wagonie, z tłumem innych ludzi, którym nie udało się kupić miejsc w wagonie plackartnym albo zwyczajnie nie mieli na to pieniędzy. Upał, bardzo ograniczona przestrzeń na nogi, śmierdząca łazienka, do której, aby się dostać trzeba pokonać przeszkody w postaci żywych ludzi. Gdy wysiedliśmy z pociągu okazało się, że obwód naszych łydek zwiększył się dwukrotnie… Mieliśmy kilka godzin na zmrużenie oka w hotelowym łóżku i o 4 rano dawaj, jedziemy dalej!

Kaszgar

Przez brak ogarnięcia, zdecydowania i nieumiejętność podejmowania decyzji z dużym wyprzedzeniem czasowym, nie udało nam się kupić biletów na kolejny pociąg w jednym wagonie. Chiny to nie jest kraj dla nieogarów, jakimi jesteśmy. Po półtorej miesiąca podróżowania po Państwie Środka, w końcu nas to spotkało. Ponad 40 godzin w pociągu, pięć wagonów od siebie… Z jednym telefonem na pół ;). Ale ta rozłąka miała swoje plusy. Nie dość, że nadrobiłam zaległości w lekturze, to wiele godzin spędziliśmy w wagonie restauracyjnym. Pustynia za oknem, panie w rozkosznych mundurkach. Na chwilę stałam się Nelą z „W pustyni i w puszczy” :).

Kaszgar

Kaszgar przywitał nas ciemnością o 6 rano, śpiewem dobiegającym z meczetów i dwuletnimi dziećmi biegającymi po ulicach. Dziwne, ale poczułam się tam, jak u siebie.

Gdy tylko obudziliśmy się o 10 rano, wpadliśmy w wir przygotowań do wyjazdu z Chin (na które mieliśmy zaledwie jeden dzień). Odbiór kupionych w Pekinie rowerów z dworca, złożenie ich w całość, kupienie brakującego sprzętu (wiadomo, najlepiej się to robi na dzień przed wyjazdem :D). Stresowaliśmy się ogromnie, bo okazało się, że przejście graniczne z Kirgistanem zamykane jest na weekend, a nasza chińska wiza kończyła się akurat w niedzielę. Mieliśmy więc tylko piątek na wyjechanie z tego jakże kochanego przez nas kraju. Po całym dniu biegania po mieście, na szczęście udało nam się wygospodarować kilka chwil na zwiedzenie nocnego marketu. To dziwne, ale dopiero w Kaszgarze na taki trafiliśmy! Oczywiście byłam w swoim raju. Dużo jedzenia, dużo ludzi, zimne piwo i pyszne grillowane kurczaki, prawie, jak w domu. Przypomniałam sobie, że ja jednak lubię muzułmańskie miasta.

 I było mi tak dobrze, będąc w tych Chinach, nie Chinach.

Kaszgar
Kaszgar
Kaszgar
Kaszgar
Kaszgar
Kaszgar
Kaszgar

Wiesz, że podobno w Kaszgarze jest największy bazar w Azji Centralnej? Nie dane nam było go zobaczyć, bo jest tylko w niedzielę, ale mogę sobie wyobrazić, ile tam jest ludzi! Daj znać w komentarzu, jak podoba Ci się Kaszgar. Myślałaś/myślałeś kiedyś o tym, aby odwiedzić jeden z głównych punktów Jedwabnego Szlaku? Jeśli podobał Ci się wpis, podaj go dalej i daj znak! Pisanie w podróży wymaga dużego samozaparcia. Dużo łatwiej mi się zmobilizować, kiedy wiem, że wpisy czyta nie tylko moja Mama (najwierniejsza czytelniczka :)). Do przeczytania!

O TRAVEL SLOW

LISTY OD NAS

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Podobało Ci się? Podaj dalej!